Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
"Uczenie się nie jest efektem nauczania.
Uczenie się jest efektem działania podejmowanego przez tego, który się uczy".
John Caldwell Holt
© Wszelkie prawa w zakresie kopiowania i upowszechniania zamieszczonych na tym blogu tekstów i zdjęć w celach publicznych są zastrzeżone. Teksty i zdjęcia nie mogą być publikowane i powielane bez pisemnej zgody autorki.
Jeśli chcesz coś skopiować proszę napisz do mnie: m.m.kosicka@gmail.com
Natomiast w zaciszu domowym ze wszelkich pomysłów, metod, sposobów korzystajcie proszę do woli :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prace plastyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prace plastyczne. Pokaż wszystkie posty

14 maja 2015

Roszpunka i Słońce Arizony

Chwalimy się!
Hura, hura - i cieszymy :)

Anulka miała przyjemność uczestniczyć w dwóch konkursach organizowanych przez Bibliotekę Publiczną w Rembertowie (klik). To nasza zaprzyjaźniona biblioteka skąd torbami (dosłownie!) wypożyczamy książki. Możemy wypożyczyć ich dość sporo, bo kart mamy aż cztery. A że potrzeby nasze rosną wprost proporcjonalnie do dzieci, książek stale przybywa. I czasami muszę brać aż dwie torby ;)
Obsługa jest przemiła - pozdrawiamy serdecznie! - i miejsce bardzo fajne. Jest kącik dla maluchów i planszówki do pogrania przy stolikach, i windą można się przejechać. Często jesteśmy w bibliotece z chłopcami w oczekiwaniu na Anię, która nieopodal ma w tym czasie angielski. W bibliotece odbywa się również wiele ciekawych spotkań oraz zajęć plastycznych i edukacyjnych dla dzieci (dla dorosłych również), m.in. co miesięczny cykl spotkań muzycznych "Pani nutka i przyjaciele", lekcje biblioteczne (o symbolach narodowych),  w tygodniu można wpaść na wtorkowe zajęcia plastyczne oraz na czwartkowe czytanki. Warto zaglądać na stronę pod zakładkę Informacje.

Wracając do konkursu. Dokładnie to były dwa: "Najpiękniejsze ilustracje do baśni braci Grimm" oraz "Moje literackie fascynacje". Przeczytaliśmy o nich cztery dni przed ostatecznym terminem składania prac. Chłopcy niestety nie chcieli uczestniczyć, ale Ania z wielką chęcią zabrała się do pracy.
Wykonała ilustrację do "Roszpunki" braci Grimm oraz napisała krótką recenzję do "Słońca Arizony" jednej ze swoich ostatnio ulubionych książek Wiesława Wernica.
Ku naszej wielkiej radości zdobyła, aż dwie nagrody. W konkursie plastycznym zajęła drugie miejsce w kategorii wiekowej 10-15 lat, natomiast w literackim pierwsze w kategorii wiekowej do lat 14.
W pisaniu córka była bezkonkurencyjna. Bo jedyna w swojej kategori wiekowej ;) Co nie zmienia naszej radości i dumy. Najbardziej się cieszymy z włożonego wysiłku i dobrej zabawy :)
Droga Biblioteko - dziękujemy za taką możliwość!

Poniżej fotorelacja :)


Laureaci konkursów- gratulujemy!


Nagrodzone prace plastyczne


 Ilustracja Ani do "Roszpunki"



Hura!!!




17 lutego 2015

Refleksje poŚwiateczne II - sensorycznie i plastycznie

Od dobrych sześciu lat tradycją w naszym domu jest przygotowywanie przez dzieci prezentów home-made dla naszej rodziny i bliskich. Co roku powstają różne cudeńka: bombki przeróżne, aniołki, choinki, św. Mikołaje, makaronowe korale, ramki do zdjęć, ozdobne pudełka, wazoniki itd. etc.

W tym roku (a w zasadzie to już w zeszłym ;)) los padł na masę solną. Dzięki podpowiedzi dobrej Duszyczki - dziękujemy!!!. Muszę przyznać, że zbyt dużego doświadczenia w jej przygotowywaniu nie mieliśmy. Zrobiłyśmy ją ze dwa razy z Anią w celu posiadania większej ilości masy plastycznej, bardziej do ugniatania i wycinania kształtów niż tworzenia figurek. I po kolejnych doświadczeniach  stwierdzam, że to wspaniały materiał.
Dzieci same przygotowywały masę - ważyły, sypały, przelewały, mieszały i ugniatały. Było to świetne ćwiczenie sensoryczne dla małych rączek. Ćwiczyliśmy ruchy precyzyjne i wzmacnialiśmy mięśnie dłoni.


Dzięki temu internetowemu kursowi (klik) lepienia Aniołków
powstały trzy piękne niebiańskie figurki.
Czuwają teraz w domach u naszych trzech Babć (jednej Pra) :)




Pojawiły się też inne urocze zawieszki na choinkę: serduszka, okrągłe zawieszki z wytłoczonymi obrazkami (rybka, kaczka, samochód, domek itp.), a nawet dinozaury. Niestety nie mam zdjęć :(
Tylko parę z procesu powstawania.


Masa solna dosyć długo schła, pomimo użycia piekarnika. Później część ozdóbek została pomalowanych, zwłaszcza dzieła chłopców, Ania wolała je w kolorze naturalnym, tylko nieliczne dostąpiły zaszczytu spotkania się z farbą. A szkoda. Moim zdaniem po pomalowaniu perłowymi farbami akrylowymi, ozdoby nabrały jeszcze większego uroku.

W natłoku spraw do zrobienia przed Wigilią te piękne dzieła nie doczekały się sesji fotograficznej. Zupełnie o tym zapomniałam :( Szkoda.

Pierniczki.
Oprócz ugniatania masy solnej dzieciaki ugniatały też ciasto na pierniczki. To kolejna również już wieloletnia tradycja w naszym domu. Zwykle tak gdzieś od połowy listopada słyszę " Mamo, kiedy będziemy robić pierniczki? ". Takie pytania-prośby zdążają się u nas także w lecie..
Aktualnie moją rolą podczas pieczenia tych świątecznych ciasteczek jest nadzorowanie. I podanie przepisu. Chociaż to też mali kucharze mogliby zrobić sami. Trzy lata temu Ania wpisała mi samodzielnie przepis w nowy (wtedy) zeszyt kuchenny.

Tak więc ćwiczymy dalej sensomotorykę, ruchy precyzyjne, liczenie-ważenie i mięśnie dłoni.



 
I najprzyjemniejsze. 
Ugniatanie!


 Dzięki kochanej Córeczce powstały też pierniczki specjalnie dla mamy
  3BEZ - bezglutenowe, bezmleczne i bezjajeczne!
Przepis stąd (klik).


Dla dzieci bardziej tradycyjne ale też bezmleczne, tzw. szybkie, stąd (klik)
Zamiast masła dajemy margarynę i zamiast sody proszek do pieczenia.

Efekt pracy Małych Kucharzy :)


Czas na kolejne ćwiczenia małych raczek ;)

 
 Upiekliśmy dziewięć blach.



I ostatnia nasza tradycja - kartki okolicznościowe home made.
W tym roku powstawały w naprawdę ekspresowym tempie. Staś okazał się wręcz istną maszyną, do ich tworzenia.. ;) Wykorzystaliśmy gotowe pakiety do samodzielnego scrapingu dostępne w jednym z dużych marketów, kolorowe papiery, dziurkacze i inne przydatne materiały.

Prawie wszystkie ;)

Naprawdę warto. 
To wielka radość takie domowe, rodzinne przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. 
A jaszcze większa, gdy możemy naszą pracę i wysiłek ofiarować innym.

19 stycznia 2015

Stwory, cudaki i pojazd nie byle jaki :)

Nasza niedzielna zabawa dla całej rodziny. Prawie całej.. Krzyś tylko się przyglądał.
Tak nam się spodobało, że dzisiaj od rana znowu się bawimy. I tak powstały zdjęcia i pomysł, by zabawą się podzielić :)

Potrzebna jest biała kartka, kredki i trochę fantazji.

Kartkę zginamy w harmonijkę zawijaną do środka. Następnie odwijamy i zaczynamy zabawę od lewej strony. Przy okazji można poćwiczyć małe paluszki.





Pierwsza osoba rysuje na swoim pasku początek stwora, zwierzęcia, pojazdu, maszyny, twarzy etc. itp. czego dusza zapragnie. Następnie zagina swoją część kartki i dorysowuje fragmenty kresek na kolejnej części (pasku), tak by określić skąd ma zacząć rysować kolejna osoba.



Teraz kolejny twórca może puścić wodze wyobraźni. Jedynie terytorium jest ograniczone do następnego paska. Kolejność rysujących zmieniała się. Osoba zaczynająca zabawę rozwijała cały rysunek.
Na początku mówiliśmy sobie, co rysujemy czy zwierzę czy pojazd, czy stwora. Jednak później bawiliśmy się też bez tej "podpowiedzi".

Takie cudaki powstały wśród gromkich śmiechów i chichów :)






Radosna twórczość Antosia :)


Narysowaliśmy też kształt twarzy i powstał portret a'la Picasso ;)



1 marca 2014

Kalendarz wielkopostny dla dzieci młodszych

Środa Popielcowa już zaraz, więc najwyższy czas by przygotować kalendarze wielkopostne dla naszych dzieci. Dzielę się tym, co robiliśmy w zeszłym roku.

Potrzebujemy biały papier techniczny oraz zielony (lub innego koloru według uznania lub zasobów domowych) jako tło.
Z białego kartony wycinamy kształt owieczki. My wycięliśmy oddzielnie głowę i oddzielnie tułów - czyli dwa kształty przypominające elipsę i jajko. Następnie Staś przykleił części owieczki na nasze tło, u nas była to łąka, dlatego wybrałam zielony karton.



Teraz wystarczy już tylko wyciąć nogi owieczki - również z białego kartonu. Oraz uszy i usta - my wycieliliśmy je z białego i czerwonego filcu, ale kolorowy papier lub jakiś inny materiał też będzie odpowiedni. Oczy mieliśmy już gotowe - wystarczyło je tylko przykleić. Można kupić takie w papiernikach, empiku lub np. tutaj. Lub zrobić je jeszcze inaczej - według własnej kreatywności - z papieru, plasteliny czy guzików.


 To czego jeszcze potrzebujemy to klei i płatki kosmetyczne:


Płatków powinno być 40 - tyle ile dni Wielkiego Postu. W niedzielę nie pościmy, więc tych dni nie zaliczamy jako postnych. Niedzielę można przyklejać jako kwiatki na łące - potrzebujecie ich 6.

Staś każdego dnia oczekiwania na Wielkanoc przyklejał jeden wacik, z którego powstawało futerko owieczki. Chcieliśmy by pięknie wyglądała na Zmartwychwstanie Pańskie :)






A tak prezentowała się nasz baranek na Wielkanoc.


Bawiliśmy się wyśmienicie "ubierając" naszą owieczkę. Nawet Ania była zainteresowana kalendarzem brata, pomimo, iż miała swój własnoręcznie zrobiony. Jedynie opcja z niedzielą jako kwiatkiem nie wyszła. Staś miał inny pomysł na wycięte tulipany.. ;)

Jest to prosta modyfikacja kalendarza, który robiliśmy dwa lata temu, ale wymagająca innej aktywności. Pisałam o nim tutaj pod koniec postu. Wtedy wystarczało wydrukowaną owieczkę pokolorować każdego dnia oczekiwania na Wielkanoc.


16 lutego 2014

Był raz słoń..

Prosta zabawa dla maluchów, starszaków i jak się okazuje czwartoklasistki też chętnie się bawią ;)

Słoń z szarej kartki z bloku technicznego.

Rysujemy kształt głowy słonia lub jak jesteśmy bardziej zdolni to od razu sobie wycinamy - wieelkie uszy i zarys głowy. Następnie rysujemy oczy i uśmiech. O mniej więcej tak:



Potem robimy dziurkę na trąbę:




I nasz słoń gotowy :)


My bawimy się również z wierszykiem:

Mój słoń

Popatrz - oto idzie słoń,
więc przed słoniem głowę skłoń.
Dyszy głośno, sapie tak,
machnął trąbą - dał ci znak!
Wprost z Afryki przybył on,
waży chyba z osiem ton.

Czy przyczłapał on piechotą?
Czy przyleciał samolotem?
Może pociąg przywiózł go?

Albo statek wielki? Co?
Może jechał na rowerze?
Nie kochani! Nie uwierzę!
Ten tu oto mały słoń,
to kartonik i ma dłoń!

tytuł oryginału: Mein Elefant
D.Kreusch-Jacob 



2 maja 2012

Kurczak

To będzie ostatni post z serii wielkanocnych twórczości. Tym razem przedstawiamy nasze Kurczaki :)

Styropianowe jajka kupiłam po raz pierwszy w tym roku w celu zrobienia z nich pisanek. Planowałam oklejanie ich włóczką i muliną, skrawkami materiału i taśmami pasmanteryjnymi, ale jak to w życiu bywa, zadziało się inaczej :)

Pierwszy kurczak powstał na zajęciach muzycznych Stasia. Śpiewaliśmy tam piosenkę o mamie kwoce i małym kurczaczku, który wybrał się na samotną wycieczkę i spotkał.. kota. Na szczęście mama kwoka zdążyła odgonić drapieżnika. Za inspiracje dziękujemy pani Monice :)
Drugi - już siłą rzeczy - zrobiła Ania w domu. Też zapragnęła mieć takiego pupila..

Potrzebne materiały:
styropianowe jajko, kolorowy papier (polecam techniczny), klej, nożyczki, flamastry, zszywacz i kolorowe piórka.

Trawkę wycinamy z zielonego i ponacinanego paska papieru (mama trzyma pasek, a maluch nacina) dopasowujemy do jajka i zszywamy z tyłu. Można je przyozdobić kwiatkami z krepiny. By mogły je wykonać małe paluszki wystarczy kawałek urwanej krepiny zmiętoszony w kulkę. Przy okazji piękne ćwiczenie dla małych rączek:) Ania zamiast trawy zrobiła sianko z pociętych pasków żółtego papieru. Dziób robimy ze złożonego na pół czerwonego cienkiego paska, który przyklejamy na środku. Oczy malujemy flamastrem. Na koniec zostaje najprzyjemniejsza część - wbijanie piórek. Wybieramy takie z bardziej sztywną końcówką i przyczepiamy wedle uznania :)



Pisanki też powstały - malowane flamastrami.


3 marca 2012

Dinoopoociąg naaasz!

Czy znacie tę bajkę dla dzieci? Ania i Staś ją bardzo lubią. To historyjki o rodzinie dinozaurów, pteranodonów i jednego tyranozaura, który przez przypadek znalazł się również w ich gnieździe. Oczywiście został od razu zaakceptowany i pokochany przez Mamę Pteranodon i pozostałe rodzeństwo.
Fazę na dinozaury Staś ma od jakichś dwóch miesięcy, Ania też się zaraziła, chociaż większość dinozaurów znajdujących się u nas w domu jest w spadku po niej. Czasami to bardzo mocno podkreśla.. Na szczęście Staś też już się paru sztuk "dorobił" ;)

Próbując jakoś wykorzystać to zamiłowanie stworzyłyśmy z Anią naszą własną adaptację Dinopociągu.
Zrobiłyśmy oś czasu z erami i okresami geologicznymi, głównie skupiając się na erze mezozoicznej, w której żyły dinozaury. Przy okazji Ania poznała nazwy poszczególnych okresów, er i eonów. Nie zrobiłam ich wielkości / długości proporcjonalnie do czasu trwania (jak to np. jest w szkole Montessori), jedynie opisałam ile czasu trwały poszczególne ery. Nie starczyłoby nam miejsca w pokoju.. Zależało mi na mezozoiku. I jego okresy Ania zna już bezbłędnie.
Proporcje pomiędzy erami ładnie zaprezentował nam poniższy schemat.

Gdyby dzieje Ziemi sprowadzić do jednego roku wówczas zależności pomiędzy czasem trwania poszczególnych er wyglądałyby następująco:




Podaję za: www.wiking.edu.pl

Polecam również tę stronę z wykazem er i okresów geologicznych.


Gdy nasze tory już powstały, Ancia rozkładała swoje karty z dinozaurami próbując dopasować poszczególne gatunki do okresów, w których żyły.



Stasio zaraz po obudzeniu się, już w trochę inny sposób, również zabrał się do zabawy :)



Dinozaury zatem jeżdżą sobie koleją..

mieszkają w domkach..



 powstają z ciastoliny i masy solnej..


pomagają przy transportowaniu fasoli (tu jeden w szaliku, chory bidulek)..


i uczestniczą w wielu innych naszych codziennych czynnościach: jedzeniu, spaniu, kąpieli itd.itp... chyba we wszystkim..
Stasio oczywiście ciągle jest jakimś dino, albo panem konduktorem ("pan Dodon" czyli pan Trodon), wtedy kasuje nam bilety swoim trodońskim pazurem albo "Nu" czyli Nuk czworonóg (brachiozaur), albo "Blublu" czyli Bratek (tyranozaur) gubiący zęby, albo "Sam" (Sam pteranodon), który te zęby zbiera. Ja oczywiście regularnie wołam głosem groźnej tyranozaurzycy.. "AAANIAAAAA!!! OOOOBIAAAD!!!" (to ekhym.. cytat z filmu.. :)) Stasio poszczególnymi rolami obsadza całą rodzinę i każdego dnia można poczuć się kimś innym.
Już je nawet pokochałam. Te dinozaury. I w końcu nauczyłam się tych skomplikowanych nazw korytozaury, stygimolochy, ornitomimy, pteranodony (które początkowo ku rozpaczy moich dzieci nazywałam stale pterodonami) i inne.. Ania by więcej wymieniła..
Stegozaury, triceratopsy, tyranozaury i brachiozaury znałam wcześniej ale na tym moja wiedza się kończyła. Ach jeszcze pterodaktyle. Nie wiele. Teraz jestem już całkiem nieźle wyedukowana.

Fajna ta edukacja domowa - mama może się trochę podciągnąć :)

Na deser dinozaur Stasia z plasteliny. To mój ulubiony.