Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
"Uczenie się nie jest efektem nauczania.
Uczenie się jest efektem działania podejmowanego przez tego, który się uczy".
John Caldwell Holt
© Wszelkie prawa w zakresie kopiowania i upowszechniania zamieszczonych na tym blogu tekstów i zdjęć w celach publicznych są zastrzeżone. Teksty i zdjęcia nie mogą być publikowane i powielane bez pisemnej zgody autorki.
Jeśli chcesz coś skopiować proszę napisz do mnie: m.m.kosicka@gmail.com
Natomiast w zaciszu domowym ze wszelkich pomysłów, metod, sposobów korzystajcie proszę do woli :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SP kl IV-VI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SP kl IV-VI. Pokaż wszystkie posty

14 czerwca 2015

Budowa substancji - drobiny

W zeszłym roku dzieci uczyły się o stanach skupienia substancji. Rozróżniliśmy wtedy podział na ciała stałe, ciecze i gazy. Tym razem zastanawialiśmy się, jak te substancje są zbudowane.

Uczyliśmy się, że świat jest zbudowany z drobin. Chcąc wytłumaczyć lepiej chłopcom, czym są owe drobiny, pokazałam im sól, cukier biały i cukier brązowy. Dzieci od razu zauważyły, że różnią się one między sobą wielkością. I są drobne ;)





Każda substancja, ciecz, gaz i ciało stałe, jest zbudowana z drobin, jednak w każdej z nich te drobiny są inne, mają inną charakterystykę, cechy.

By zilustrować różnorodność drobin wykonaliśmy następujący eksperyment.
Potrzebne materiały to:
- woda w dzbanku
- spirytus salicylowy (może być inny)
- gruba strzykawka (u nas o pojemności 20 cm3, sztuk 3)
- szklanki/miseczki (u nas w sumie 5, dla jednej osoby minimum 2)


Zadaniem dzieci było nabranie strzykawką najpierw 10 cm3 wody i przelanie jej do pustej szklanki. Następnie nabranie strzykawką 10 cm3 spirytusu (umieszczonego wcześniej w drugiej pustej szklance celem łatwiejszego nabierania go) i wlania go do szklanki z wodą.


Czyli w jednej szklance mieliśmy zmieszane ze sobą 10 cm3 wody i 10 cm3 spirytusu. Ważne jest, by to podkreślić. Kolejnym krokiem było ponowne nabranie do strzykawki całej mieszaniny (niektórzy poznali nowe słowo) spirytusu i wody.


Jak myślicie, jaką objętość wskazywała podziałka na strzykawce?
Z matematycznego punktu widzenia, powinniśmy mieć 20 cm3substancji. W rzeczywistości otrzymanej mieszaniny jest nieco mniej, ponieważ drobiny wody i drobiny spirytusu różnią się między sobą wielkością. Nie jest to widoczne gołym okiem (od tego dnia Staś często używa tego określenia ;)), ale jedynie pod bardzo silnym mikroskopem.



Poniżej zdjęcie wykonane pod mikroskopem elektronowym, gdzie wyraźnie widać te różnice.


Dzieciaki były zdziwione i poruszone 
- zwłaszcza te co potrafią już dodawać ;)

By zobrazować (zrozumieć) jeszcze lepiej ten fakt, wykonaliśmy drugie doświadczenie.
Potrzebne materiały to:
- cukier biały
- fasola drobna (też biała :))
- gruba strzykawka (u nas o pojemności 20 cm3, oczywiście sztuk trzy)
- łyżeczka do herbaty (j.w. razy trzy)


Zadaniem małych uczniów było znowu odmierzenie po 10 cm3 danej substancji (cukru i fasoli) i wsypanie ich do szklanki.

 

Przy okazji było ćwiczenie motoryki małej ;)



 Niektórzy cukier podjadali...


Później wszystko zostało dokładnie wymieszana.
Czyli znowu powstała nam mieszanina :)



Następnie należało całość wsypać ponownie do strzykawki.  
Oczywiście okazało się, że zawartości jest mniej niż 20 cm3
Chociaż matematycznie byłoby inaczej, bo przecież 10 + 10 = 20 podkreślał Staś ;))
Tym razem widoczne było wzajemne ułożenie obydwu substancji, czyli cukru i fasoli, pokazujące nam, jak mogło to wyglądać w mieszaninie wody ze spirytusem.


W kolejnym poście opowiemy o właściwościach substancji.

Pomysły i inspiracje na doświadczenia oraz zdjęcie drobin substancji wykonane mikroskopem elektronowym zasięgnęliśmy z podręcznika "Na tropach przyrody" dla kl. VI Wydawnictwa Nowej Ery.



20 marca 2015

Kosmos cz.I - Układ Słoneczny

Dawno już miałam wrzucić.. Post czekał na dokończenie, ale ponieważ się nie może doczekać, wrzucam jak jest.

Temat kosmosu wraca w naszym domu jak bumerang. Zaczął się już w pierwszej klasie SP Ani i tak wraca, co jakiś czas. Podejrzewam, że teraz zwiększy swoją częstotliwość.
Tak jak i temat strażaków ;)

Zaczęliśmy klasycznie - od układu słonecznego. Wykorzystaliśmy karty z planetami, które robiłam jeszcze dla Ani, gdy była w II klasie SP. "Odkurzyliśmy" również jej lapbooka, do zrobienia którego zainspirowała mnie w owym czasie Linum. Dziękuję :)
Lapbook to tzw. książka na kolana, wynalazek w ED zza oceanu, co raz popularniejszy również u nas. Bardzo ułatwia naukę, porządkując ją i przekazując w bardziej przyswajalnej formie. Jak by to ująć neurodydaktycznie - zaprasza nasz mózg do pracy i zapamiętywania, zwłaszcza u autora (twórcy) tej pomocy edukacyjnej. Zwykle jest to teczka w której przykleja się w ciekawej formie małe własnoręcznie wykonane książeczki z opisanymi (najlepiej) własnoręcznie lub chociaż samodzielnie wyciętymi i przyklejonymi informacjami (zdjęciami, rysunkami, wykresami itp.) na dany temat. Można oczywiście  świetnie też się uczyć z takich zrobionych przez mamę czy starsze rodzeństwo, ale im więcej osobistej pracy, tym więcej nasz mózg zapamięta. Ja w naszej edukacji domowej czasami mam wrażenie, że aż puchnę od wiedzy, która wylewa mi się uszami...  Lepiej późno niż wcale.. To jest ten plus edukacji domowej dla rodzica ;)

Zapraszam na film o lapbooku.  

Którego właśnie brak. Zdjęć też nie mogę wrzucić, bo lapbook gdzieś zaginął :( Pojawią się zatem w innym terminie i poście.. Wybaczcie.

W lapbooku znajdują się właśnie karty a'la Montessori z planetami Układu Słonecznego. To chyba były moje pierwsze samodzielnie zrobione karty wg. tej metody. Są niewymiarowe i bez ramek, ale skorzystać można, więc załączam. Wycinałam je tak by powstały białe ramki wkoło zdjęć. Fotografie w większości z Wikipedii. Bardziej wymagające osoby mogą sobie je poprawić według własnych upodobań ;)

Karty z planetami Układu Słonecznego do ściągnięcia:
- zdjęcia z podpisami (klik)
- zdjęcia bez podpisów (klik)
- podpisy (klik)

Chłopcy bardzo chętnie (i często!) z nimi pracują. Znają już też na pamięć kolejność planet w układzie słonecznym, uczymy się też rozpoznawania ich po samym zdjęciu. 
Karty układamy na specjalnie do tego przeznaczonej czarnej macie.
Ania ten temat ma już opanowany od jakiegoś czasu właśnie dzięki lapbookowi, tworzyła w nim m.in. własne planety. Teraz staramy się zagadnienia kosmiczne poszerzać.


Bardzo duże wrażenie zrobił na dzieciach (i nie tylko) film pokazujący wielkość planet.
Jest naprawdę poruszający i zachwycający, bardzo ładnie i sugestywnie zrobiony. Na dodatek wielbiący Stwórcę tych wspaniałości. Polecam gorąco!


Bawimy się również grą "Układ Słoneczny" polskiego wydawnictwa "Zebra". Zawiera ona animowane kartoniki 2D z planetami oraz innymi obiektami występującymi w kosmosie.








Moi mali panowie byli też oczywiście bardzo zainteresowani lotami kosmicznymi. Oprócz książek i kolorowanek, sięgnęliśmy do filmu:

 

Dzieci zainteresowały się również życiem w przestrzeni kosmicznej. 
Poznaliśmy zatem Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS).


A tak myje się ręce, gdy grawitacji brak ;)


Warto pobawić się w zrobienie samodzielnie rakiety czy statku kosmicznego.
Trzy lata temu powstał duży egzemplarz. Naszą rakietę wycięliśmy z kawałków tektury, które odpowiednio pomalowaliśmy i posklejaliśmy. By dodać całości "kosmicznego" klimatu użyliśmy po prostu folii aluminiowej.


Staś miał dwa lata, a Ania siedem :) 
Wtedy temat kosmosu i "zaczyn" lapbooka o nim po raz pierwszy pojawiły się w naszym domu,
a Antoś pływał sobie w moim brzuchu.



Ostatnio natomiast powstały u nas promy kosmiczne, o których będzie więcej w tym poście (klik) 
(w sieci pojawi się niedługo :)
Poniżej książki, z jakich korzystamy w tym temacie. Naturalnie dzięki Bibliotece Publicznej :)
Biblioteki uwielbiałam odwiedzać od dziecka, są niezrównaną kopalnią pomocy naukowych dla homeschoolersów.







 Kosmos jest oczywiście też stałą inspiracją dla rysunków naszych dzieci.
Zwłaszcza chłopców ;)




Polecam również stronę NASA dla dzieci. Znajdziecie tam wiele ciekawostek i różnorodnych aktywności, gier i zabaw już dla 4-5 letnich maluchów. Stasiowi przypadły do gustu zwłaszcza zabawy na stronie NASA Kids Club. Mają one pięć stopni trudności, więc każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Dla starszych dzieci znajdziecie natomiast ciekawe aplikacje tutaj: NASA Układ Słoneczny.
Inną bardzo ciekawą stroną dla starszych dzieci i młodzieży jest Polski Portal Astronomiczny AstroNET.

Małe Kosiki lubią też stronę Miś Bu w Kosmosie, to jedna z wielu "Przygód" Misia Bu ze strony www.buliba.pl Korzystamy z niej już dobrych 5 lat i jak dotąd nie znudziło nam się. Jest ona adresowana do dzieci młodszych (przedszkolaków i SP I-III), ale Ania do tej pory lubi pobawić się na niej razem z Antosiem. Staś radzi już sobie samodzielnie.

Warto również będąc na google mapsach mocno oddalić się od Ziemi. Robiliście tak? Warto :) Pojawia się wtedy taka mała ikonka w lewym dolnym rogu Earth. Kliknijcie na nią.

27 listopada 2014

Bliskie spotkania z.. biedronką! Przyrodniczo i matematycznie :) Owady cz.V

Kolejnym zwierzątkiem, jakie wzięliśmy na tapetę była biedronka. Są to jedne z pierwszych owadów, które nas witają na wiosnę (poza muchami) i jedne z ostatnich, które żegnają na jesieni (poza muchami).
Bardzo je lubimy (poza muchami.. ;)). Zawsze wywołują okrzyk radości i wszyscy u nas zbiegają się, by zobaczyć te małe stworzenia.
Tak było i tym razem. Zrywając w październiku ostatnie ogrodowe winogrona przyniosłam wśród niech do domu również biedronkę. O mało jej nie zjadłam.. ups ;)

Ponieważ karty do nauki o biedronkach miałam przygotowane (dzięki uprzejmości jednej z mam również edukujących domowo :)), pierwsza "lekcja" odbyła się jeszcze tego samego dnia. Nasz stawonóg trafił do "terrarium" i zaczęło się oglądanie.
Radości było dużo, ponieważ miałam też niespodziankę dla dzieci w postaci wielkiej lupy. Kilka dni wcześniej wypatrzyłam ją w Lidlu i jeszcze jej nie używaliśmy.






Po oględzinach zapoznaliśmy się z budową biedronki. Okazało się, że głowa jest mniejsza niż myśleliśmy. Zaliczaliśmy bowiem do głowy tułów, a tułów myliliśmy z odwłokiem ;)
Dzieci nauczyły się również, że wierzchnia para skrzydeł to nie są skrzydła, a pokrywy :)
Po poprawnym nazwaniu części ciała biedronki, nastąpiły kolejne oględziny.






Następnie zapoznaliśmy się z niektórymi gatunkami biedronek.



Oprócz winogron, daliśmy biedronce do jedzenia listki nasturcji, które zasadziły dzieci, z biedronkowym przysmakiem, czyli z mszycami. Oblazły nam całe kwiatki niestety. Nasza mała przyjaciółka nie była nimi zainteresowana. Może nie była głodna? ;)





Dwa dni później wróciliśmy do tematu. Przypomnieliśmy sobie, jak zbudowany jest nasz chrząszcz, korzystając z kart i już sztucznego owada. Opowiedziałam też dzieciom o cyklu życiowym tego stawonoga. Następnie obejrzeliśmy krótki amatorski film przyrodniczy, pokazujący jak biedronka przechodzi ze stadium larwy do imago. Budził on w dzieciach mieszane uczucia..
Film (klik).
Znajduje się on na stronie
http://www.dzieciecafizyka.pl/przyroda/zwierzeta/biedronka/biedronka.html


Kolejnym etapem było samodzielne przygotowanie cyklu życiowego biedronki.
Przygotowałam taki oto zestaw do pracy: klej, nożyczki, wizerunki stadiów życiowych biedronki oraz schemat cyklu życiowego.




Towarzystwo zabrało się do pracy :)










Dzień wcześniej udało nam się wybrać w końcu do fryzjera, co widać na zdjęciach ;))
Tworząc cykle życiowe naszego chrząszcza ćwiczyliśmy motorykę małą - wycinanie, przyklejanie, pisanie. Istotne zwłaszcza dla chłopców ;) 
Dzieci zażyczyły sobie również plastelinę, by ulepić dorosłą biedronkę, 
jak to robiliśmy w przypadku mrówek (klik).





Oto efekty pracy Małych Kosików :)








Dzieci były bardzo twórcze.
Antoś niestety wyprzedził mnie 
i wszystkie dzieła nie doczekały się sfotografowania w ich pierwotnej formie.. :(

Do ściągnięcia schemat i miniatury :)

Tak wygląda nasz biedronkowy kącik :)



By wykorzystać tego owada również do nauki liczenia,
wydrukowałam różne karty z liczbami i biedronką ze strony

Bardzo różnorodnie z nimi pracowaliśmy. Rozpoczął Staś.
Na początek wykorzystaliśmy Biedronkę na liściu z liczbą od 1 do 20 (klik).

Staś ułożył szorstkie cyfry i dopasował do nich liczby.



Ponieważ już dosyć sprawnie liczy do 100, odliczanie do 10 to zdecydowanie za mało. W ruch poszły kolorowe schodki i złote perełki Montessori. Utrwalaliśmy tzw. "nastki".


Antoś ćwiczył liczenie kropek na dużej biedronce o takiej:
Liczymy kropki na biedronce (klik)
Układał kropki, następnie dopasowywał do nich odpowiednią liczbę na liściu z biedronką. 
Na koniec wskazywał daną ilość kropek jeszcze raz na karcie kontrolnej i głośno ją wymawialiśmy.





Staś chciał tylko kropki układać.
Stworzył zatem biedronkę Czterdziestokropkę.
Ilość kropek oczywiście policzył :)



Następnie przygotowywaliśmy się do dodawania i ćwiczyliśmy liczby parzyste
układając taką samą ilość kropek po obu stronach biedronki (klik).




Kolejnym krokiem były próby dodawania tej samej ilości kropek (klik)

Na początku Staś nie była szczególnie zainteresowany..
Doszliśmy do 2+2.



Przełom nastąpił dopiero po paru dniach obcowania z biedronkami.. ;)



Liczyliśmy też kropki przyczepiając do niech odpowiednią ilość spinaczy.




Do pracy ze spinaczami chłopcy wracali najchętniej, ponieważ bawiliśmy się, że tworzymy w ten sposób nogi biedronek (odpowiednio do ilości kropek lub prawie odpowiednio ;)) i później chodziliśmy takimi stworami po podłodze ganiając jeden drugiego..

Ostatnio Antoś wymyślił sobie również, by kropki przenosić pęsetą (podbierając ją Ani).
Częściowo się udawało :)



Nasze aktywności biedronkowe (układanie drobnych elementów chwytem pęsetowym, praca z klamerkami do bielizny) sprzyjały też rozwojowi motoryki małej, tak ważnej przy przygotowaniu do nauki pisania. Są to ćwiczenia usprawniające precyzję ruchów i koordynację wzrokowo-ruchową dzieci.


Te oraz wiele innych ciekawych kart pracy dla dzieci znajdziecie na stronie www.twinkl.co.uk :)
Karty do pracy z biedronką znajdziecie na boxie, ja mam je tylko pożyczone w wersji papierowej.
Post bierze udział w akcji