Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
"Uczenie się nie jest efektem nauczania.
Uczenie się jest efektem działania podejmowanego przez tego, który się uczy".
John Caldwell Holt
© Wszelkie prawa w zakresie kopiowania i upowszechniania zamieszczonych na tym blogu tekstów i zdjęć w celach publicznych są zastrzeżone. Teksty i zdjęcia nie mogą być publikowane i powielane bez pisemnej zgody autorki.
Jeśli chcesz coś skopiować proszę napisz do mnie: m.m.kosicka@gmail.com
Natomiast w zaciszu domowym ze wszelkich pomysłów, metod, sposobów korzystajcie proszę do woli :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adwent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adwent. Pokaż wszystkie posty

17 lutego 2015

Refleksje poŚwiateczne II - sensorycznie i plastycznie

Od dobrych sześciu lat tradycją w naszym domu jest przygotowywanie przez dzieci prezentów home-made dla naszej rodziny i bliskich. Co roku powstają różne cudeńka: bombki przeróżne, aniołki, choinki, św. Mikołaje, makaronowe korale, ramki do zdjęć, ozdobne pudełka, wazoniki itd. etc.

W tym roku (a w zasadzie to już w zeszłym ;)) los padł na masę solną. Dzięki podpowiedzi dobrej Duszyczki - dziękujemy!!!. Muszę przyznać, że zbyt dużego doświadczenia w jej przygotowywaniu nie mieliśmy. Zrobiłyśmy ją ze dwa razy z Anią w celu posiadania większej ilości masy plastycznej, bardziej do ugniatania i wycinania kształtów niż tworzenia figurek. I po kolejnych doświadczeniach  stwierdzam, że to wspaniały materiał.
Dzieci same przygotowywały masę - ważyły, sypały, przelewały, mieszały i ugniatały. Było to świetne ćwiczenie sensoryczne dla małych rączek. Ćwiczyliśmy ruchy precyzyjne i wzmacnialiśmy mięśnie dłoni.


Dzięki temu internetowemu kursowi (klik) lepienia Aniołków
powstały trzy piękne niebiańskie figurki.
Czuwają teraz w domach u naszych trzech Babć (jednej Pra) :)




Pojawiły się też inne urocze zawieszki na choinkę: serduszka, okrągłe zawieszki z wytłoczonymi obrazkami (rybka, kaczka, samochód, domek itp.), a nawet dinozaury. Niestety nie mam zdjęć :(
Tylko parę z procesu powstawania.


Masa solna dosyć długo schła, pomimo użycia piekarnika. Później część ozdóbek została pomalowanych, zwłaszcza dzieła chłopców, Ania wolała je w kolorze naturalnym, tylko nieliczne dostąpiły zaszczytu spotkania się z farbą. A szkoda. Moim zdaniem po pomalowaniu perłowymi farbami akrylowymi, ozdoby nabrały jeszcze większego uroku.

W natłoku spraw do zrobienia przed Wigilią te piękne dzieła nie doczekały się sesji fotograficznej. Zupełnie o tym zapomniałam :( Szkoda.

Pierniczki.
Oprócz ugniatania masy solnej dzieciaki ugniatały też ciasto na pierniczki. To kolejna również już wieloletnia tradycja w naszym domu. Zwykle tak gdzieś od połowy listopada słyszę " Mamo, kiedy będziemy robić pierniczki? ". Takie pytania-prośby zdążają się u nas także w lecie..
Aktualnie moją rolą podczas pieczenia tych świątecznych ciasteczek jest nadzorowanie. I podanie przepisu. Chociaż to też mali kucharze mogliby zrobić sami. Trzy lata temu Ania wpisała mi samodzielnie przepis w nowy (wtedy) zeszyt kuchenny.

Tak więc ćwiczymy dalej sensomotorykę, ruchy precyzyjne, liczenie-ważenie i mięśnie dłoni.



 
I najprzyjemniejsze. 
Ugniatanie!


 Dzięki kochanej Córeczce powstały też pierniczki specjalnie dla mamy
  3BEZ - bezglutenowe, bezmleczne i bezjajeczne!
Przepis stąd (klik).


Dla dzieci bardziej tradycyjne ale też bezmleczne, tzw. szybkie, stąd (klik)
Zamiast masła dajemy margarynę i zamiast sody proszek do pieczenia.

Efekt pracy Małych Kucharzy :)


Czas na kolejne ćwiczenia małych raczek ;)

 
 Upiekliśmy dziewięć blach.



I ostatnia nasza tradycja - kartki okolicznościowe home made.
W tym roku powstawały w naprawdę ekspresowym tempie. Staś okazał się wręcz istną maszyną, do ich tworzenia.. ;) Wykorzystaliśmy gotowe pakiety do samodzielnego scrapingu dostępne w jednym z dużych marketów, kolorowe papiery, dziurkacze i inne przydatne materiały.

Prawie wszystkie ;)

Naprawdę warto. 
To wielka radość takie domowe, rodzinne przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. 
A jaszcze większa, gdy możemy naszą pracę i wysiłek ofiarować innym.

1 lutego 2015

Refleksje poŚwiąteczne cz.I - Drzewo Jessego i Tort dla Pana Jezusa

Wiem, wiem. Większość z Was myśli już o Wielkanocy. Ale chciałam się podzielić na przyszłość.. Post zaczęłam pisać na początku stycznia. Niestety ustawiczne choróbska pokrzyżowały moje plany. Zatem zapraszam jeszcze na klimaty adwentowe. A niedługo - jak się uda - będą nowe pomysły na Wielki Post. Na razie zapraszam na nasze poprzednie wielkopostne aktywności - patrz etykiety po prawej stronie.

Plany na adwent były takie (klik). Wyszło różnie ;)

Drzewo Jessego
Najbardziej się cieszę, że udało nam się codziennie (sic!), tak co-dzien-nie (!!!), usiąść razem wieczorem i czytać Słowo Boże. W różnym składzie, raz większym raz mniejszym, razem z goszczącymi babciami, na wpółśpiąco, ale udało się! Hura!
Nie zawsze na czas była gotowa zawieszka do Drzewka Jessego, czasem wisiała niepokolorowana i dopiero dnia kolejnego nabierała barw. Najważniejsze jednak było czytanie Pisma Świętego. Czytane przez cały Adwent :)


Zapalanie świecy i czytanie przy małej lampce robiło bardzo nastrojowy klimat. Codziennie kto inny miał dyżur gaszenia świeczki. Na szczęście ich ilość zwiększała się i niedziela była jeszcze bardziej wyczekiwana. Nie obyło się oczywiście bez kłótni czy zachlapanej woskiem komody (grrrr), a nawet raz kanapy (no comment..).




Na początku każdego dnia przywileje: kolorowania zawieszki, zapalania świecy, wieszania zawieszki i gaszenia świecy były podzielone miedzy dzieci. Każdy miał swój dyżur. Wychodziło różnie.. Ponieważ najsłabiej było z odpowiednio wczesnym pokolorowanie - zrobiliśmy to ostatecznie zbiorczo jednego dnia.




Oprócz Biblii Jerozolimskiej korzystaliśmy z "Biblii dla Maluchów" i "Biblii dla Milusińskich" (obydwie wyd. Vocatio), "Opowiadań Biblijnych na każdy dzień" (WAMu) oraz przede wszystkim "Naszym dzieciom o Biblii" Anny de Vries (Wydawnictwo Cross). Dziecięce przekłady biblijne przygotowaliśmy zwłaszcza pod kątem chłopców, dla których oryginalne fragmenty Pisma Świętego były miejscami zbyt trudne. Ani też było łatwiej. Od któregoś dnia skupiliśmy się już tylko na ostatniej wymienionej powyżej pozycji biblijnej, nota bene rewelacyjnej, polecam. Są to już całkiem długie historie-opowiadania, bardziej dla dzieci starszych. Antoś nie zawsze był w stanie w pełni się skupić, więc w między czasie jeździł np. samochodzikiem po dywanie, jednak z czasem coraz łatwiej mu to przychodziło. Jeśli tylko nie poszedł wcześniej spać.. Staś chłonął całym sobą, Anusia oczywiście również.


Tak więc był tekst oryginalny (zwłaszcza) dla rodziców i tekst poszerzony, opracowany pod kątem młodszych słuchaczy. Ponieważ nasi Milusińscy baaardzo się wciągnęli w ten codzienny rytuał, nie chcieli się odrywać od tych poruszających historii. W związku z czym nasze wieczory trochę się przeciągały..

Ilustracje do tekstów biblijnych warto powiesić na gałązkach wiśni, jabłoni, śliwy czy innego owocowego drzewka. Jeśli włożymy gałązki do wazonu już tydzień przed adwentem, zakwitną nam na Wigilię :) Ja niestety zrobiłam to o tydzień za późno i nasze drzewko w pełni zakwitło dopiero w Święto Objawienia Pańskiego czyli na Trzech Króli. Jednak już same zielone pączki kwiatów sprawiły nam w dniu Bożego Narodzenia moc radości. Cóż więc to byłaby za radość, gdyby w pełni zakwitły. Do zrobienia za rok!


Podsumowując:
Drzewko Jessego na pewno będziemy powtarzać. Warto jednak dobrze sobie przygotować fragmenty Słowa Bożego pod kątem słuchaczy :) Żeby nie było ani za mało, ani za dużo. Dzieci były bardzo ciekawe tych historii, które już przecież w dużej mierze znały, ale nie tak bardzo rozbudowane. Były wstanie wysłuchać dużo więcej, gdy czytaliśmy właśnie opowiadania biblijne. Wszystko zależy od języka (formy) w jakim treść jest przekazywana.
Dobrze też zawczasu ogarnąć temat zawieszek-ilustracji. W naszym codziennym zamieszaniu nie wychodziło przygotowywanie ich każdego dnia.





Tort dla Pana Jezusa
Opis jak dla Drzewa Jessego tutaj (klik).
Pierwszego dnia adwentu przeczytaliśmy sobie opowiadanie i metodą burzy mózgów stworzyliśmy listę dobrych uczynków, jakie dzieci chciałyby wykonać w czasie adwentu. Trochę naszych sugestii, reszta samodzielnych pomysłów. Dzieci same robiły ilustracje i kto potrafił podpisywał. Następnie rozdzieliliśmy "uczynki" na poszczególne dni.

 


Miały być zawieszone na sznurkach, jak w opowiadaniu, ale czasu (lub motywacji ;)) zabrakło. Tak więc spięte spinaczem czekały na odczytanie każdego ranka. No.. prawie każdego, mama czasami zapominała rano.. przypominała sobie trochę później.. tak po południu lub nawet - o zgrozo - pod wieczór... Jednak dzieciaki były dzielne i nie zrażały się maminymi niedociągnięciami ;) Zasadę mieliśmy taką, że "uczynki" z dni poprzednich można wykonywać też w dni następne. Wtedy ilość przyklejonych świeczek, ozdóbek czy prezentów jest większa. Bardzo dobra zasada. Polecam :)

Nasze Skarby w większości same wycinały ozdoby i je przyklejały (ćwiczymy paluszki).


Na początku pamiętały o torcie doskonale. Z czasem zdarzało się zapomnieć. I co najdziwniejsze. O dobrych uczynkach nie zapominali, zapominali o przyklejeniu świeczki.. byłam tym bardzo zdziwiona. Myślałam, że będzie odwrotnie. Że to zabawa w przyklejanie będzie najatrakcyjniejsza. To było miłe zaskoczenie :)

Oczywiście my rodzice też staraliśmy się czynnie uczestniczyć w wypełnianiu dobrych uczynków.
Załączam listę wymyślonych przez dzieci dobrych postanowień. Na niektóre dni aktywności są podwójne, dostosowane do możliwości (tudzież chęci) naszych pociech. Wcale nie było łatwo je stworzyć, dlatego dzielę się, może za rok będą dla kogoś inspiracją:
  1. Odniosę swoje ubrania do kosza na pranie.
  2. Położę się wcześnie spać (to było z dedykacją dla mamy ;)).
  3. Pochowam czyste skarpetki i majtki do szuflad.
  4. Będę grzeczny podczas kąpieli.
  5. Wymyślę stroje na Jasełka.
  6. Nie będę krzyczeć na innych.
  7. Zrobię 7 kartek świątecznych.
  8. Pościelę swoje łóżko./Oddam ciężarówkę (zabawkę) biednym dzieciom.
  9. Zrobię prezenty dla rodziny.
  10. Zjem obiad bez marudzenia.
  11. Pójdę na roraty.
  12. Ubiorę się od razu po wstaniu z łóżka.
  13. Zaopiekuję się młodszym rodzeństwem.
  14. Oddam (niezniszczoną) zabawkę biednym dzieciom.
  15. Będę miły dla moich bliskich.
  16. Pomogę rodzeństwo sprzątać zabawki.
  17. Zrobię papierowe prezenty dla sąsiadów.
  18. Zrobię niespodziankę dla taty.
  19. Upiekę i ozdobię pierniczki.
  20. Zrobię śniadanie lub kolację./Oddam dinozaura.
  21. Zrobię przyjemność mamie.
  22. Posprzątam swój pokój.
  23. Pomogę rodzicom w przygotowywaniu do Wigilii.
  24. Ubiorę choinkę.
Na jeden z pierwszych dni podsunęłam "zanoszenie swojej brudnej bielizny do prania". Codzienna kupka skarpetek, bluzek i majtek naszych pociech pojawiająca się wieczorem w łazience okropnie mnie drażni. Może dlatego, że to zwykle ja muszę ją odnosić do kosza na pranie.. ;) Tak więc w okresie adwentu ów żmudny, codzienny rytuał został mi (prawie) zabrany. Niestety wraz z 24 grudnia powrócił jak bumerang.. ;)

Podsumowując:
Dzieciom wykonywanie dobrych postanowień bardzo się podobało. Nie spodziewałam się, że tak poważnie podejdą do tematu. Podkreślałam, że to prezent dla Pana Jezusa i przyklejając ozdobę niech ofiarowują daną czynność Panu Bogu. Jak się okazało (i co było piękne) czynności okazały się ważniejsze niż przyklejanie. Oczywiście ozdabianie tortu również sprawiało im wielką przyjemność, od najmłodszego dziecka poczynając, a kończąc na najstarszym :)


Mamy nadzieję, że nasz "Tort" spodobał się Panu Jezusowi :)


29 listopada 2014

Adwent - coś dla małych i dla dużych.

Tegoroczny czas oczekiwania na Narodziny Pana oprócz zapalenia pierwszej świecy adwentowej rozpoczniemy czytając książkę "Dobre postanowienia" (klik) Katarzyny Filipek-Herniczek. Przygotujemy, tak jak jej bohaterowie, listę dobrych rzeczy, dobrych czynów, dobrych gestów i spróbujemy wcielić je w nasze życie.
Tymi dobrymi postanowieniami, które uda nam się zrealizować przyozdobimy tort dla Pana Jezusa. Wszyscy razem: i dzieci, i rodzice. Symbolizować je będą świeczki, ozdoby tortowe typu perełki i gwiazdki, oraz prezenty. Oczywiście nikt nikogo tu sprawdzał nie będzie. Każdy sam w swoim sercu, podczas wieczornej modlitwy, będzie ofiarowywał swój prezent dla Dzieciątka. Ozdabianie tortu będzie tylko taką bardziej namacalną formą z myślą o młodszych pociechach. Wydaje mi się jednak, że też starsze rodzeństwo i my sami zmobilizujemy się do pracy nad sobą dzięki niej.
Ponieważ każdy będzie wymyślał Dobre postanowienia, nasze czyny będą na miarę nas samych. Wtedy jest większa szansa, że rzeczywiście uda nam się coś zmienić w naszym życiu..

Tort bez ozdób wygląda tak:


Wydrukowałam go w formacie A2. 
Przyozdobimy go świeczkami i prezentami, 
które razem z tortem możecie znaleźć na tej stronie (klik).

Z moim napisem możecie ściągnąć taki tort różowo-pomarańczowy lub zielono-niebieski (j.w.).
 Załączam również zmniejszone świeczki (klik), prezenty (klik) oraz ozdoby (klik).

Planujemy też rozpocząć przygodę z Drzewem Jessego. Mówiąc w skrócie, jest to poznawanie drzewa genealogicznego Jezusa Chrystusa. Czytając Pismo Święte poznajemy rodowód, przodków naszego Zbawiciela. Więcej przeczytacie tutaj lub tutaj i tutaj.Jest to ciągle jeszcze mało powszechna metoda przygotowywania się do świąt w Polsce, za to niezmiernie popularna w Stanach.
Ponieważ znam nas, nasze roztrzepanie, wieczorny rozgardiasz (a tylko wieczorem jest szansa wspólnego, dłuższego spotkania) teksty z Pisma Świętego nie będą długie. Skupimy się na jednym, głównym wersecie i w miarę możliwości, potrzeb i sytuacji, tudzież sprzyjających okoliczności, będziemy go rozszerzać.. Czytając Słowo Boże. Także w formie bardziej przystępnej dla dzieci czyli po prostu z Biblii dla dzieci. Mamy ich paręnaście, wiec jest w czym wybierać. Wychodzimy z założenia, znając nas, żeby coś zapamiętać, treści nie może być zbyt wiele.. ;)

Będziemy korzystać z gotowych ilustracji. Każdy obrazek jest przypisany na jeden dzień adwentu, odnosi się do konkretnego fragmentu Słowa Bożego. Znajdziemy też na nim jedno zdanie z Pisma Świętego i adres do niego. Obrazki powycinam, przykleję na tekturce lub sztywniejszej kartce. Dzieci będą je codziennie kolorować, każdego dnia ktoś inny. W ten sposób stworzymy nasze pierwsze Drzewo Jessego. Zdjęcia z realizacji wkrótce :)


Są to darmowe kolorowanki do książki dla dzieci  
"Unwrapping the Greatest Gift" - "Rozpakowując najwspanialszy prezent" 
Ann Voskamp, 
mamy (jak przed chwilą doczytałam!) edukującej domowo szóstkę dzieci :)


Ilustracje urzekły mnie zupełnie, jak i cały projekt przepięknie dopracowany i pomyślany.
Kiedy zajrzałam do środka książki, zachwyciłam się. Możecie ją obejrzeć na stronie amazona (klik).



By móc skorzystać z darmowych ilustracji trzeba kliknąć zakładkę Free Gifts na samej górze, po prawej na tej stronie (klik) :) Są różnej wielkości, po sześć, cztery lub jedną na kartce A4.


Dla Rodziców polecam również adwentowe słuchowisko "Plaster miodu" 
Ojca Adama Szustaka, dominikanina, dostępne na FB (klik) oraz tu (klik).


Na zakończenie rozważanie Jacka Święckiego opisującego Adwent w kontekście bajki "Kwiat paproci".

Kwiat paproci jest bajką dość okrutną. Jej bohater, pokonując strach i przeróżne widziadła broniące dostępu do tajemnego miejsca w puszczy, zrywa w noc świętojańską kwiat mający dąć mu wszelkie bogactwa, władzę i powodzenie w życiu. Pod tym jednak warunkiem, że zdobytym szczęściem z nikim się nigdy nie podzieli... No i przygoda kończy się katastrofą: bohater zostaje tyranem przeklinanym przez wszystkich i umiera nieszczęśliwy. Ja przynajmniej taką wersję bajki czytałem w dzieciństwie.

Współczesna wersja opowieści jest nieco inna: rynek zalany jest książkami i broszurkami o sukcesie. Wszystko co ci potrzeba możesz odnaleźć w sobie, trzeba tylko pokonać strach przed nieznanym, a oto odkryjesz, ze w tobie samym drzemie olbrzym, który tylko czeka na okazje, by się ujawnić. Możesz być szczęśliwy, dorobić się niemal z dnia na dzień, osiągnąć upragnione stanowisko, miłość itp. itd. I co najciekawsze niektóre zdecydowane na wszystko osoby rzeczywiście do tego dochodzą. Niestety wiele z nich kończy w podobny sposób co bohater bajki o kwiecie paproci. A co do szczęścia, Napoleon umierając na wyspie Świętej Heleny wyznał ponoć, iż był w życiu szczęśliwy tylko przez 6 dni!

Adwent to jednak niezupełnie podobna bajka. Adwent to czas oczekiwania na owego dziwnego Mesjasza, który wcale człowiekiem sukcesu nie był i nie będzie. "Jesus-Christ Super-Star" zawsze się źle dla Kościoła kończy. Adwent to czas oczekiwania, aż Jezus z Nazaretu urodzi się w mało schludnej stajni mojego serca. I którego obecność przepełnia szczęściem, choć nie eliminuje cierpienia.

Tak: Amen. Jam jest Alfa i Omega, mówi Pan,
Bóg Który jest, Który był i Który PRZYCHODZI,
Wszechmogący.

Wszechmogący, gdyż miłość, którą nam przynosi w darze "wszystko może".



Dobrego Adwentu!


ps. By poczytać o naszych wcześniejszych pomysłach, kliknijcie na etykietę Adwent po prawej stronie


28 listopada 2011

Adwent 2011

Wczoraj rozpoczął się czas oczekiwania na narodziny Pana Jezusa - Adwent. Jak to mówi moja córka - przygotowanie do urodzin Pana Jezusa.
W tym roku ponownie zagościły na naszym stole cztery adwentowe świece - każda symbolizuje kolejny tydzień oczekiwania. Co niedziela zapalamy kolejną świecę, tak by ostatniej niedzieli mogły płonąć wszystkie cztery. Bardzo lubię ten zwyczaj. I praktykowanie go w domu jest głębiej i bardziej osobiście przeżywane, niż tylko oglądanie kolejnych zapalonych świec w Kościele. Przynajmniej dla mnie. W tym roku pojawiła się też już dyskusja "kto ma zdmuchnąć świeczkę" po modlitwie. Kiedy zapalamy świece staramy się ten czas poświęcić rozważaniom, pobyć ze sobą w obliczu nadchodzącego Święta. Ania chciała, żebyśmy tak jak w zeszłym roku czytali książkę Marka Kity "Wszyscy na Ciebie czekamy". Wczorajszej niedzieli to nam nie wyszło. Czekaliśmy na powrót Ani z zapaleniem pierwszej świecy, niestety wieczorem Staś zaczął gorączkować i był tak marudny, że udało nam się tylko krótko razem pomodlić.
Chciałabym też zaprosić dzieciaki (bardziej Anię oczywiście) do zwyczaju "Sianka dobrych uczynków". W zeszłym roku nie wyszło. Tym razem się przygotowałam. Więcej o tej formie przeżywania adwentu pisałam w zeszłym roku tutaj. Dla rodziców tutaj.



W tym roku w związku z narodzinami Antosia Wigilia odbędzie się u nas w domu. To będzie nasz debiut. Ania już chce w związku z tym przystrajać nasze mieszkanie świątecznymi ozdobami.. Na razie udaje mi się jeszcze jej to wyperswadować ;) Proszę by poczekała jeszcze ze dwa tygodnie. Ale do robienia ozdób choinkowych zbieramy się już teraz. Ania uczy się też grać na keyboardzie dwie kolędy: "Przybieżeli do Betlejem" i "Wśród nocnej ciszy". Zapowiadają się ciekawe Święta :)
Chciałabym również podzielić się z Wami wierszem jaki Ania napisała na tę okazję. Zapytałam się Ani czy nauczymy się jakiegoś wiersza na Wigilię, na co Ancia odparła, że sama taki napisze. Po czym usiadała i napisała. Oryginał wklejam poniżej. Anulka miała problemy ze zmiękczeniami, stąd skreślenia, przepisać jeszcze raz nie chciała.


11 grudnia 2010

Adwent dla Rodziców

A co? Przecież nie tylko dzieci chcą specjalnie przeżyć ten czas :)

Znalazłam parę dobrych (m.z.) "pomocy":
  • I przepiękną stronę o Roratach, opisującą ich genezę, tłumaczącą symbolikę pieśni "Rorate caeli" i będącą jednocześnie świadectwem.

Wszystko powyżej za pośrednictwem tej pierwszej strony. Tak więc Drogi Uczniu, pięknie dziękuję :)


Wklejam również linki do zawsze bardzo mnie poruszającego i świetnego Ojca Augustyna Pelanowskiego:
Więcej na linkowanej stronie w zakładce Ambona - Coś dla ducha.

Jeszcze o adwencie

Początkowe niepowodzenia z książką "Wszyscy.." sprawiły, że rozejrzałam się również za innymi formami przeżywania adwentu. Bardzo spodobało mi się "Sianko dobrych uczynków". Polega to na tym, iż co wieczór nasza pociecha robi sobie rachunek sumienia i za każdy dobry uczynek wkłada zasuszoną trawkę, sianko do małego, pustego żłóbka. Dobre uczynki wyścielą "łóżeczko" dla Pana Jezusa. Nagrodą jest pojawienie się figurki Małego Jezusa w dniu Bożego Narodzenia. Spodobało mi się. Jednak dla nas pojawił się tu problem.. z siankiem i mniejszy ale również ze żłóbkiem.

Ponieważ czas płynął, zainspirowałam się programem "Ziarno" i stworzyłyśmy z Ancią "Pudełko dobrych uczynków". Co wieczór Maleńka zastanawia się czy udało jej się w dzisiejszym dniu zrobić jakiś dobry uczynek. Pierwszego dnia znaleźliśmy ich sporo, drugiego też, ale trzeciego dnia uczynków dobrych nie było. Doszliśmy do wniosku, że dobrym uczynkiem jest taki wykonany świadomie, zaplanowany, nie przypadkowy lub wykonany z obowiązku. Jednak dnia kolejnego ta definicja została jeszcze raz poddana weryfikacji, oczywiście za każdym razem wspólnie z Anią. Do dobrych uczynków zaliczono nie wszystkie zaplanowane ale będące przecież spontanicznymi odruchami serca dobre czyny. Odrzucone zostały tylko te, które Ania ma w swych obowiązkach. Jeśli sama z siebie pogłębi dany obowiązek, zrobi coś "ponad normę" to oczywiście to też jest dobrym uczynkiem. Fajny pomysł jak się okazało. Uwrażliwia :)
Dobre uczynki zbieramy przez cały adwent,  w Wigilię zaniesiemy je do Kościoła i położymy pod szopką (jeśli Ksiądz Proboszcz się zgodzi) jako prezent z okazji urodzin dla Pana Jezusa.Taki jest plan :)

W różnych mądrych (i niekoniecznie mądrych) książkach i oczywiście w internecie jest jeszcze parę innych sposobów przeżywania adwentu z dziećmi. Polecam tu "Rytuał Rodzinny"  lub podobne informacje w internecie o tu i
tutaj.

I na koniec jeszcze jedna definicja dobrego uczynku:

Powiedz mi – zapytał Staś – co to jest zły uczynek?
– Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy – odpowiedział po krótkim namyśle – to jest zły uczynek.
– Doskonale! – zawołał Staś – a dobry?
Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu:
– Dobry, to jak Kali zabrać komuś krowy. 

"W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza Henryka oczywiście :)
Tom II., rozdział 10.



7 grudnia 2010

II tydzień adwentu

Ostatnia niedziela była kolejną, drugą niedzielą adwentu. A ja zupełnie nie wiem, gdzie mi ten pierwszy tydzień uciekł.. Fakt, trochę się rozchorowałam, ale lekcje przecież były, i niby wszystko toczyło się normalnie. Czas jak zwykle leeeeeci! Często bym chciała, by płynął jednak ciut wolniej. Potrzebuję czasami jakiegoś takiego zatrzymania, zawieszenia ;) Hym, hym może dlatego się rozchorowałam.. ;) Całkiem poważnie, żeby nie było, mam zapalenie oskrzeli.
Ancię jakoś nie bardzo (ku mojemu rozżaleniu) ciągnęło do codziennego studiowania książeczki "Wszyscy na Ciebie czekamy". Pierwszego dnia adwentu oczywiście, jak najbardziej. Drugiego to wycięła postaci Abrahama i Sary, ale już  na przyklejenie ich nie znalazła czasu. Przez kolejne dni na moje propozycje wspólnego czytania nie była chętna. Jedyne co jej się spodobało, to zapalanie świeczki i na koniec "spotkania" jej zdmuchiwanie. Dlaczego tak było? Wydaje mi się, że powód jest prosty. Ancia po prostu się nudziła. Pan Marek Kita w prosty i jasny sposób opisuje historie poszczególnych postaci biblijnych, jednak dla małej dziewczynki są zbyt mało wciągające. Jeśli znamy historię poszczególnych proroków, to jest to fajne podsumowanie. Jednak Ani Izaak i Izajasz jeszcze się mylą. Zabrakło mi w tych historiach (czy to dobre słowo?) tzw. akcji. Na szczęście wiele postaci Ania już zna i mogłyśmy sobie po przeczytaniu "wprowadzenia" (tak to sobie nazwałam) z książeczki dalej rozmawiać o Czekających na Mesjasza. Ich życiorysy są przecież takie niesamowite i poruszające.
Więc po 3 dniach przerwy zaczęłyśmy jeszcze raz. Staś już spał, Zenuś musiał akurat pojechać zrobić zakupy, a my zabrałyśmy się - z małymi protestami Ani - do książeczki. Zapalanie świec oczywiście Anulkę przyciągnęło i nawet wpadała na pomysł byśmy zrobiły taki "akcencik" i pogasiły wszystkie światła zostawiając tylko świece. Powiedziałam, że jak najbardziej możemy zrobić taki nastrój. Zapaliłyśmy jeszcze dwie inne świeczki, połaziłyśmy po ciemnym domu z lampionem zachwycając się jak to fajnie, przy czym opowiadałam Anci, że kiedyś przecież nie było elektryczności i to było zupełnie normalne poruszać się po domu ze świecą czy lampą w dłoni. Bardzo to Anulkę fascynowało. Wróciłyśmy do kuchni, zrobiłam Ani kolację przy świecach i wznowiłyśmy przerwaną lekturę. Mała pamiętała o ilu postaciach mamy doczytać i tym razem poszło nam dużo lepiej. Moje opowiadania były niewystarczające dla Ani, więc na jej prośbę sięgnęłyśmy do źródła. I ostatecznie wyglądało to tak, że Ania wycinała postaci i je przyklejała wkoło Groty Narodzenia Pańskiego, a ja czytałam na głos Pismo Święte. O Abrahamie, Izaaku, Jakubie i ulubionym przez Anię Mojżeszu. Bardzo Anulkę zawsze porusza sposób, w jaki życie Mojżesza zostało ocalone, gdy był jeszcze niemowlęciem i jego pierwsze spotkanie z Panem. Oczywiście historia Izaaka też budziła nasze emocje. Mogłyśmy sobie o tym wszystkim porozmawiać. I wiecie co, to było piękne. Tak siedzieć sobie z ukochaną córką przy świecach i czytać Biblię i przeżywać te historie.
Wniosek ostateczny - książka pana Kity jest inspirująca, aczkolwiek trzeba ją rozbudować we własnym zakresie. Chyba o to też chodziło jej twórcom, by zaprosić rodzinę do wspólnych rozważań adwentowych. Udało się :)



28 listopada 2010

Adwent - czas oczekiwania

Bardzo lubię ten czas, czas radosnego oczekiwania na Jezusa. Na cud maleńkiego Dziecka, które swoim narodzeniem zmieniło cały świat.
To jest tak niesamowite, że Bóg zechciał być tak bezbronny, jak niemowlę. Że zechciał być człowiekiem. Jednym z nas. Był Bogiem, i jednocześnie był człowiekiem, czyli wszystko co ludzkie dotykało także Jego, On tego naszego człowieczeństwa doświadczył całą sobą. Ciągle się tym zachwycam..

Ania też bardzo lubi czas przygotowywania się na Boże Narodzenie. W tym roku "wędrujemy" razem z książką, o której już pisałam, "Wszyscy na Ciebie czekamy".  Wieczorem będziemy zapalać adwentową święcę i wspólnie czytać o kolejnej postaci czekającej na Mesjasza.
Mamy też oczywiście plany by chodzić na roraty, znając jednak nasze pory kładzenia się spać, słabo to widzę.. Mam jednak nadzieję, że uda nam się nad tym popracować.
Już w listopadzie na usilne prośby Ani zaczęłyśmy lepić papierowy łańcuch (już jest całkiem dłuuugi) i zabawki na choinkę. Od pierniczków na razie udało mi się wykręcić, ale już zaraz i tak trzeba się za nie zabrać. I za kartki świąteczne. Staramy się wysyłać takie naszej roboty. W zeszłym roku zrobiłyśmy ich, jak się okazało, za mało.