Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
"Uczenie się nie jest efektem nauczania.
Uczenie się jest efektem działania podejmowanego przez tego, który się uczy".
John Caldwell Holt
© Wszelkie prawa w zakresie kopiowania i upowszechniania zamieszczonych na tym blogu tekstów i zdjęć w celach publicznych są zastrzeżone. Teksty i zdjęcia nie mogą być publikowane i powielane bez pisemnej zgody autorki.
Jeśli chcesz coś skopiować proszę napisz do mnie: m.m.kosicka@gmail.com
Natomiast w zaciszu domowym ze wszelkich pomysłów, metod, sposobów korzystajcie proszę do woli :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty

16 lutego 2015

Mam doła..

Nie ogarniam.
Ostatnio. Chociaż chyba wcześniej też. Ani bloga, ani tematów domowych. Za dwa dni środa popielcowa, a ja kończę pisać post o.. adwencie.. :(
O innych pozaczynanych wpisach i "tylko" czekających na zdjęcia nie wspominając (o kosmosie, o mapach, o częściach mowy, Arktyce, sztuce, owadach ciągle jeszcze i innych naszych aktywnościach...). W głowie oczywiście pomysły na Wielki Post i jako sprawa priorytetowa należy im się pierwszeństwo. Ale szkoda mi tego zaczętego i "prawie" skonczonego posta o adwencie.. w związku z czym nie piszę nic..

Mam dość chorób.
Moich, dzieci, znowu moich, potem wszystkich dzieci. Złapaliśmy jakiegoś okropnego wirusa, który rozłożył nas po kolei. U Krzysia skończyło się to aż zapaleniem płuc.. Już chyba po. Chyba, bo Bąbel znowu ma katar, co mnie oczywiście paraliżuje.. Mnie też znowu rozkłada. I podziębienie i inne "dary" jakie posiadam..

Mam dość zimy.
Takiej byle jakiej. Bez mrozu i śniegu. Gdzie lepienie bałwana i sanki?? Przez ferie chorowaliśmy i żadne plany nam nie wyszły. Wiosno przyjdź!!! Chcę już sadzić kwiatki i wygrzewać się w słońcu!
Może krokusy zaczynają się przebijać? Sadziliśmy w zeszłym roku. Trzeba sprawdzić.

Jedynie ED nie mam dość. Mimo, że niby za wiele nie robimy. To jednak robimy. Tak mimochodem i niby przypadkiem. Unschooling sprawdza się doskonale ;) Oczywiście odbiega to znacząco od mojej "idealnej" lub chociaż "półidealnej" wizji. Ale o dziwo, gdy dopada mnie podłamania i jednak tak sobie zsumuję, co dzieci robiły. Nie jest tak źle. Może jest chaotycznie. I na pewno trochę bez ładu i składu, ale świat odkrywamy. W wielkim bałaganie domowym. Mąż dobry, co raz mniej zgrzyta zębami na jego widok.. I też w chwilach załamania myślę, sobie, że gdyby moje dzieci chodziły do szkoły, byłabym o wiele bardziej zestresowana. Tak to się pocieszam, że jeszcze przecież zostały nam 4 miesiące do egzaminów. To przecież kupa czasu :) Nie? Taaaa..

No dobra. Ponarzekałam sobie podczas wrzasków dobiegających z łazienki i napisałam posta w 10 minut. Rekord!

Zatem zabieram się za pozostałe. Adwent - nie odpuszczę. I Wielki Post - bo to już zaraz!
Pa!

ps. Nina, jak zwykle dzięki za pozytywnego kopa tudzież posta ;)

8 września 2014

Krzysztof Tadeusz :)

Kochani,
Z wielka przyjemnością pragnę przedstawić Wam... Krzysia! 
Naszego najmłodszego członka rodziny :)


Krzysztof Tadeusz, bo tak brzmi jego pełne imię, urodził się 2 września o godzinie 10:08. 
To był pierwszy urodzinowy prezent dla Taty w tym dniu.  Każde z dzieci miało swój i Krzyś też ;)
Będziemy obchodzili odtąd podwójne urodziny 
- najstarszego i najmłodszego (przynajmniej na razie ;)) członka rodziny. 


Krzyś w chwili narodzin ważył 3180g i mierzył 53 cm, dostał 10/10 punktów w skali Apgar i jest największym "włochaczem" z naszych dzieci :)


Naszym bliskim i przyjaciołom dziękujemy za wsparcie i modlitwę, jakie od Was dostaliśmy. Zwłaszcza za wszelkie słowa otuchy i troski w ciągu ostatnich dni przed narodzinami.
Ze względów zdrowotnych (lub chorobowych, zależy jak na sprawę patrzeć ;)) 
nie jest to u nas takie proste..
Jeśli ktoś jest ciekawy naszej historii, może przeczytać ją tutaj.


Nade wszystko więc dziękuję za dar życia Krzysia Bogu. Od początku życia maleństwa pod moim sercem odczuwałam ten cud jako wielką łaskę i błogosławieństwo od Pana,
czułam też wielkie wsparcie i pokój.
Chwała Ci Panie!



Dzieciaki wspaniale reagują na młodszego braciszka i przy pierwszym domowym karmieniu miałam asystę w pełnym składzie. Chłopcy regularnie "czytają" Krzysiowi książeczki, a Anusia podaje mi malucha do karmienia, uspokaja gdy kwili i pomaga na wszelkie możliwe sposoby. Z taką pomocą nasza szkoła będzie mogła niedługo ruszyć pełną parą:)


Pozdrawiamy serdecznie wszystkich Naszych Czytelników!

Ekhym.. dużo zdjęć, bo oczywiście nie mogłam się zdecydować.. :)

17 sierpnia 2014

Egzaminy 2014 (kl.IV)

Tak sobie pomyślałam, że warto byłoby wspomnieć o egzaminach. To w końcu ważny dla homeschoolersów temat. No właśnie, ważny czy nieważny??
Z jednej strony bardzo. Jest to w końcu weryfikacja pracy naszych dzieci i też w tym sensie weryfikacja naszej pracy, ale z drugiej strony każdy sobie doskonale zdaje sprawę, że z egzaminami może być różnie. Nie jest łatwo ocenić pracę dziecka, jaką wykonywało przez cały rok, podczas jednego spotkania i sprawdzając jeden test. Bywa różnie..
Aczkolwiek, wiadomo, miło jest jak oceny są dobre. Myślę, że każdy rodzic sam widzi, jak nauka "idzie". Ważne by zachować złoty środek - nie przesadzić z wymaganiami ale też nie odpuszczać za bardzo. I tutaj kontakt ze szkołą i nauczycielami może być bardzo pomocny.
Od klasy pierwszej do klasy trzeciej Ania była zapisana do Szkoły Podstawowej Kolegium Św. Stanisława Kostki w Warszawie. Jednak kolegium rozbudowuje się  i szkoła podstawowa została zamknięta. Zostało liceum, a to jeszcze raczej nie dla nas ;). Musieliśmy więc zmienić szkołę.
Od początku naszej przygody z ED marzyła nam się szkoła państwa Sawickich i w zeszłym roku stwierdziliśmy, że nadszedł w końcu czas, by zapisać się do niej. Nie jest to trudne :) Jedynie nasza życiowa sytuacja (głównie zdrowotno-rozwojowa - że się tak wyrażę) nie bardzo sprzyjała zapisywaniu się do szkoły odległej od naszego pobytu zamieszkania. W zeszłym roku mogliśmy sobie w końcu na to pozwolić. I bardzo sobie tę zmianę chwalimy.

Pierwszy raz otrzymałam na początku roku szkolnego wymagania od nauczyciela dotyczące materiału przerabianego przez dziecko w ciągu całego roku szkolnego. Do tej pory "dostawałam" jedynie podstawę programową (którą każdy może sobie ściągnąć z internetu ze strony ministerstwa) oraz informację, co dzieci przerobiły w klasie z .. (uwaga) miesięcznym lub nawet kilku miesięcznym (w klasie II) opóźnieniem i to za dodatkową opłatą.. Więc otrzymanie szczegółowych wymagań na początku roku szkolnego i do tego bezpłatnie było dla mnie luksusem.
W Kśw.SK było bardzo miło i generalnie nie narzekaliśmy, zwłaszcza kontakt z "główną" nauczycielką panią Joanna był dla mnie bardzo cenny i pomocny. Niestety w klasie II pani Joanna była na zwolnieniu. I kontaktu ze szkołą prawie nie było. Mimo moich prób. Może zbyt nieśmiałych..
Na naszym pierwszym egzaminie otrzymaliśmy też od szkoły książkę "Edukacja domowa w Polsce" pod redakcją państwa Zakrzewskich. Jednak po doświadczeniach ze szkołą państwa Sawickich odczuliśmy wielką różnicę w naszym kontakcie ze szkołą (jako instytucją), na plus.

Na pewno nie bez znaczenia jest również fakt, iż w trakcie trwania naszej edukacji domowej, co raz bardziej zaczęłam interesować się pedagogiką Marii Montessori. I co raz więcej pracujemy jej metodami. Sprzyjała temu szczególnie przeprowadzka. Mamy teraz oddzielny pokój na szkołę - to jest wieeelki luksus. Można trzymać wszystkie pomoce naukowe (zeszyty, podręczniki, ksiąąążki, globusy, gry, układanki, karty naukowe, wykonywane prace, przybory tzw. szkolne itd. itp.) w jednym miejscu, a nie upychać ich po całym domu. Nie trzeba sprzątać stołu, gdy chcemy zasiąść do obiadu. Można wszystkie ściany oblepić pracami dzieci, mapami, rycinami, czy tym co akurat potrzebujemy do nauki. I jest gdzie ustawiać półki montessori. Do tej pory takiej możliwości nie mieliśmy. Półki co prawda mamy krótko i niewielkie (jeden niski regalik), bo pojawiły się w naszym domu już po egzaminach tegorocznych, ale w końcu są i bardzo nas cieszą.

Szkoła państwa Sawickich, która jest Szkołą Montessori, również pomogła mi rozwinąć tutaj żagle. Dodała mi odwagi. Możliwość popracowania w profesjonalnej pracowni (i zobaczenia takiej) była również wielką inspiracją i wyzbyła mnie trochę z kompleksów. Znalazły się tam również pomoce, które mamy i z którymi pracujemy - to było fajne uczucie, że nie jest z nami tak źle ;)
Oczywiście było też mnóstwo, z którymi nawet nie mam pojęcia jak się pracuje.. :)

Egzaminy u Państwa Sawickich to taki specjalny czas. Dla nas były też formą rodzinnych wakacji. Pojechaliśmy wszyscy razem trzy dni przed rozpoczęciem egzaminów, by móc się zaaklimatyzować i by uczestniczyć w zjeździe rodzin ED. Atmosfera jest tam przemiła i bardzo serdeczna. Kontakt z nauczycielami był dla mnie bardzo owocny, podpatrywanie ich pracy również. Byliśmy zakwaterowani w jednej z podstawówek państwa Sawickich i mieliśmy możliwość uczestniczyć w zabawach z okazji Dnia Dziecka oraz (jak już pisałam) skorzystać z pracowni Montessori. Niektóre materiały mogłam zobaczyć po raz pierwszy w życiu. Dotknąć i popróbować to nie to samo, co poczytać o tym w internecie i obejrzeć zdjęcia, czy nawet film.
Ania na części egzaminów była ze mną, a na części z tatą. Ale nie wchodziliśmy z nią do sali. Wyjątkiem był język angielski, ale podczas pisania testu wyszliśmy z klasy, bo wyraźnie nasza (czyli moja i Stasia) obecność rozpraszała naszą czwartoklasistkę. Po każdym egzaminie mogliśmy porozmawiać z nauczycielem danego przedmiotu. I były to bardzo miłe i inspirujące, ale też rzeczowe i szczere rozmowy. Za co serdecznie dziękuję, gdyby komuś z kadry od Państwa Sawickich zdarzyło się zawitać w naszych skromnych blogowych progach. Córka była również zadowolona po egzaminach i to chyba najważniejsze. Oceny oraz informacje zwrotne też były bardzo dobre. To jeszcze milsze ;) Możemy się więc pochwalić czerwonym paskiem. Brawo Aniu!
Oczywiście przed egzaminami okropnie się bałam. Ania na szczęście wcale.
Mi - jak zwykle - wydawało się, że za mało pracowałyśmy (w tym roku z racji przeprowadzki i pojawienia się pod moim sercem Krzysia zdarzały się dłuższe przerwy w naszej domowej nauce..). Co roku kupujemy podręczniki. Są one dla mnie takim szkieletem, na którym mogę się oprzeć i pomocą, gdy mam mniej czasu i jestem mniej kreatywna w organizowaniu "szkoły". Ale jak do tej pory jeszcze nigdy nie zdarzyło nam się ich przerobić w takim dosłownym sensie, jak w szkole. Tzn. żeby wypełnić wszystkie ćwiczenia i przerobić wszystkie polecenia z podręcznika. Wybieramy to, co nas interesuje. Poza tym robimy mnóstwo innych ciekawych (cennych i ważnych ale też zupełnie banalnych) rzeczy niekoniecznie zgodnych z podstawą programową, ale zgodnych z potrzebami moich dzieci. Staram się to pogodzić i w szkole montessori (do której jesteśmy teraz zapisani) jest to możliwe. Bałam się, że tak nie będzie. I kiedy parę tygodni przed egzaminami przeglądałam podręczniki, byłam załamana. Wydawało mi się, że tak niewiele zrobiłyśmy.. Trzeba było wziąść głęboki oddech i przestać panikować ;)
Gdy zaczęłyśmy zbierać z córcią jej przeróżne prace (lapbooki, wyklejanki, plakaty, prezentacje multimedialne), zrobiła się z tego pokaźna kupka. Na egzaminach ustnych Ania mogła je zaprezentować. Były też one świetnym wyjściem do rozmowy i na pewno ją ułatwiały. Warto więc zabierać swoje prace na takie sprawdziany.
Egzaminy z każdego przedmiotu składają się z dwóch części: ustnej i pisemnej. Wyglądają różnie. Bałam się historii. Na egzaminie pisemnym dzieci dostawały 20 otwartych pytań i czystą kartkę A4, na której miały napisać odpowiedzi. Na ustnym rozmowa. Język polski był bardziej nam "znany", ponieważ był to klasyczny test na rozumienie czytanego tekstu (taki mniej więcej jak w klasach 1-3 w zwykłej szkole) oraz trzy pytania do wylosowania na ustnym. Podobnie wyglądała matematyka. Test pisemny, a później rozmowa dotycząca testu. Z przyrody należało wybrać 5 bloków tematycznych z 15. Ania wybrała pierwsze pięć, ponieważ głównie pod ich kątem się przygotowywałyśmy. Plus rozmowa na ustnym. Do angielskiego zupełnie się nie przygotowywałyśmy. Ania chodzi na zajęcia do szkoły Early Stage i zupełnie świadomie nie robiłam z nią żadnych powtórek pod kątem egzaminu w szkole. To był więc taki egzamin zarówno dla naszej szkoły angielskiego, jak i dla Ani. Zdany na 5, ku mojej radości. Pozostałe przedmioty również na 5 (a na ustnej historii nawet 6). Oprócz matematyki..
I tutaj muszę się pokajać. Bo to ewidentnie moja wina. Trudno jest rozwiązywać zadania z czegoś, czego się nie przerobiło.. Ponieważ, jak i w innych przedmiotach, dawałam Ani swobodę wybierania tematu, którego będziemy się uczyć, nie przerabiałyśmy wszystkiego zgodnie z kolejnością w podręczniku. I przy tym przedmiocie był to jednak błąd. Do dzielenie pod kreską najzwyczajniej w świecie nie dotarłyśmy.. Dużo czasu zajęły nam ułamki i geometria. Myślałam, że pójdą szybciej. I na dzielenie pisemne czasu zabrakło. Więc z matematyki mamy ocenę dobrą. Matematyka nie jest też moją mocną stroną. Zdecydowanie jestem humanistką z zacięciem przyrodnika. Na szczęście pedagogika montessori wychodzi nam tutaj również na przeciw, by pomóc wszystko uporządkować. Ale o tym w innym poście.
Podsumowując te moje chaotyczne przemyślenia. Z egzaminów (i ocen) jetem bardzo zadowolona. Brawo Aniu - to Twoja zasługa takie piękne stopnie. Dzięki rozmowom z nauczycielami wiem już, jak się uczyć w kolejnych klasach i nie przeraża mnie to. Bardzo cenne były również dla mnie rozmowy z innymi rodzicami spotkanymi podczas wyjazdu, ale zwłaszcza zakwaterowanymi z nami. Agnieszko - Tobie szczególnie dziękuję za wszystkie rozmowy i towarzystwo.
Mogliśmy też poznać Olę i Marcina - to niesamowici ludzi z wielką ilością pozytywnej energii, która udziela się całemu otoczeniu. Powinnam wymienić tutaj wszystkich nauczycieli. Bo w tej szkole nikt nie jest przypadkowy. Bardzo to widać i czuć.
Był to również dobry czas dla nas wszystkich. Mogliśmy połazić po górach i pozwiedzać Beskid Żywicki. Pierwszy raz byliśmy w tych okolicach całą rodziną.
Znalazłam również chwilę na moją zaniedbaną pasję - fotografowanie.

Dla chętnych wrzucam link do małego fotoreportażu z naszego wyjazdu:
Beskid Żywiecki 2014


11 grudnia 2012

A czas płynie..

Witajcie Kochani!
Zupełnie nie mam czasu, by pisać bloga. Ufam, że to się jednak kiedyś zmieni i wtedy może uda mi się trochę nadrobić zaległości.
Pragnę tylko donieść, że nadal edukujmy się domowo. Aktualnie Ania jest w trzeciej klasie, egzaminy czerwcowe jak zwykle przebiegły w miłej atmosferze, a z ocen byliśmy dumni, średnia 6,0. Później były wakacje na Mazurach, skąd dzieci wróciły przesiąknięte atmosferą bitwy pod Grunwaldem zwożąc tarcze, miecze, stroje kobiece ówczesne, książki historyczne o powyższej tematyce oraz zegar z królami Polski. Czyli wakacje z historią nam się trafiły. Było też poznawanie przyrody oczywiście, nie zawsze łatwe. Czasami brutalne. Dzieci były świadkiem, jak kot rozprawia się z dzięciołem.. Ania to bardzo przeżyła. Skupialiśmy się też na chmurach. Jazda samochodem i wylegiwanie się w trawie sprzyjają dyskusjom, jaki to twór unosi się nad nami.
Natomiast od września zaczęła się szkoła, czyli tradycyjnie. W listopadzie, tak jak w zeszłym roku, były wojaże do Krakowa. Tym razem Ania z tatą zdobywali kopiec Kościuszki i zwiedzali muzeum Matejki. Teraz mamy adwent i zaraz święta. Świece adwentowe się palą, kartki tworzą, pierniczki lada moment będą (dzieci codziennie się pytają kiedy je zaczniemy robić), okienek kalendarza adwentowego ubywa. Na roratach byłyśmy niestety tylko dwa razy, wygrał z nami wirus. Na szczęście nadal jest trochę dni adwentu przed nami, więc ufam, że uda się jeszcze pośpiewać nam Rorate caeli.
To taki telegraficzny skrót. A na deser zapraszam w kolejnym wpisie... :)

26 października 2011

Antonii Maksymilian :)

Kochani!
Z radością pragniemy Wam przedstawić naszego najmłodszego członka rodziny - Antoniego Maksymiliana :)


Antoś ma już ponad 2 tygodnie. Urodził 11 października 18 minut po północy. Ważył 2820g, mierzył 52 cm i dostał 10/10 punktów w skali Apgar - czyli wszystko dobrze.
Były też niespodzianki.. Okazało się, że nasz wiercipięta zrobił na pępowinie węzełek. Dzięki Bogu jeszcze się nie zacisnął, ale mogło być różnie.. Chwała Panu!

Chcielibyśmy Wam wszystkim podziękować za wszelkie wsparcie, pomoc, dobre słowo i szczególnie za modlitwę. Dziękujemy!

Antoś rośnie, zmienia się z dnia na dzień. Dzieciaki szczęśliwe. Ancia nie mogła się doczekać na młodszego braciszka i teraz ciągle go tuli, bierze na ręce, usypia i we wszystkim nam pomaga.
Staś też zachwyca się "dzidzią" i nazywa ją "An", głaszcze po główce, całuje i również chce brać na rączki. Jest dobrze.
Załączam parę fotek z pierwszych dni.

Pozdrawiamy ciepło i do usłyszenia,
Kosiki








6 marca 2011

Rotawirus

Dopadło nas to choróbsko. Stasia w poniedziałek, Anulkę i mnie we wtorek, Zenia we czwartek, a moja mamę w piątek. Wszystkich po kolei. Cieszę się, że mama była z nami. Bez niej nie dalibyśmy sobie rady. Przykro mi tylko, że ją też ten wirus dopadł. Bardzo jest zaraźliwy. Okropnie wykańcza. Staś przeszedł atak najlżej, Ania i ja.. cóż, było fatalnie. Nie będę się wdawać w szczegóły.. Dla niezorientowanych, objawy to: wymioty, biegunka i wysoka gorączka. Zenuś i mama na szczęście ciut lżej to przeszli.
W związku z powyższym na sprawdzianie się nie stawiliśmy. Mamy następny termin - 16 marca.
Na szczęście choróbsko to trwa krótko: dwa, trzy dni. Już praaawie zapomnieliśmy.. Próbujemy wracać do normalności :)

A na zakończenie radosna nowina. Będzie nas więcej! :) Szczegóły obok - po lewej stronie na blogu :)

2 października 2010

1 września

Ponieważ nasza szkoła sprzyja edukacji domowej i zaprasza wszystkich swoich uczniów na wszelkie szkolne akademie, imprezy, święta etc. Ania miała przyjemność 1 września rozpocząć rok szkolny jak większość jej rówieśników. Bardzo się z tego faktu cieszę, ponieważ ja osobiście uwielbiałam wszelkie tego typu spotkania w szkole. Chociaż prawdę mówiąc, ten początek roku szkolnego u Ani nie był taki typowy. Mianowicie rozpoczął się Mszą Świętą, co było dla mnie bardzo cenne. W czasie akademii Pani Dyrektor w swoim przemówieniu do uczniów nawiązała również do Ewangelii z dnia. Nasza córeczka mogła też poznać swoją panią nauczycielkę. Tak, Ania ma swojego wychowawcę w szkole, przynależy do konkretnej klasy i jej nazwisko figuruje na liście w dzienniku. Tak jest w każdym przypadku ED. Natomiast nie zawsze jest możliwość uczestniczenia dziecka w zajęciach, regularnego kontaktu z nauczycielem i merytorycznego wsparcia w nauczaniu ze strony szkoły. Wszystko zależy od danej placówki. Nasza szkoła na szczęście jest życzliwa uczeniu dzieci przez rodziców. Jeszcze z tej oferty nie korzystaliśmy, ale jak najbardziej chciałabym się skonsultować z "naszą" panią wychowawczynią. W końcu dopiero zaczynamy :)

Akademia bardzo się Ani podobała, co mi radośnie zrelacjonowała. Ja niestety nie mogłam być tam razem z nią :(
Nasza córeczka była pod wrażeniem całego ceremoniału wnoszenia sztandaru szkoły i wysłuchania hymnu narodowego, bardzo poruszała ją powaga tej sytuacji... i szczególnie białe rękawiczki asysty sztandaru ;). Oprócz części artystycznej, był też moment zaprezentowania swojej osoby przez mikrofon, z czym też nasza pociecha poradziła sobie z lekkim onieśmieleniem.
Inną miłą niespodzianką był fakt, iż w klasie Ani są jeszcze dwie dziewczynki, które uczą się trybem domowym :)