Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
"Uczenie się nie jest efektem nauczania.
Uczenie się jest efektem działania podejmowanego przez tego, który się uczy".
John Caldwell Holt
© Wszelkie prawa w zakresie kopiowania i upowszechniania zamieszczonych na tym blogu tekstów i zdjęć w celach publicznych są zastrzeżone. Teksty i zdjęcia nie mogą być publikowane i powielane bez pisemnej zgody autorki.
Jeśli chcesz coś skopiować proszę napisz do mnie: m.m.kosicka@gmail.com
Natomiast w zaciszu domowym ze wszelkich pomysłów, metod, sposobów korzystajcie proszę do woli :)

27 listopada 2011

Aplikacje przeglądarki Google Chrome

Chciałabym po raz kolejny zachęcić Was do korzystania z  tej przeglądarki, a dokładniej z oferowanych przez Google'a aplikacji. Jest ich naprawdę wiele i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz przeróżnych  gier i zabaw, znajdziemy bardzo ciekawe i fajnie zrobione aplikacje edukacyjne. Myślę, że dla hołmskulingowców szczególnie przydatne. (Hym, hym śmiesznie się nas pisze po polsku ;))

Wymienię tylko parę, które zainteresowały nas szczególnie:

3D Solar Sytem Web - Układ słoneczny w 3D 
Ostatnio dużo robimy w tym temacie (mam nadzieję, że napiszę w końcu nt. posta..) i gdy Anci pokazałam ową aplikację, wydała okrzyk radości i nawet odroczyła  w czasie oglądanie bajki ;)

Planetarium

Biodigital Human
Oprócz anatomicznego atlasu ciała w trójwymiarze, możemy zobaczyć jak wygląda wstawianie implantu, zawał serca czy tachykardia, a nawet jak się zachowuje nasze ciało podczas grania w golfa.

Ancient History Encyclopedia
Encyklopedia historii starożytnej zawierająca szereg definicji, pojęć, ale też artykułów z naukowych pism historycznych, map i ilustracji. Aktualnie najbardziej interesuje Tatę ;)

Quick Earth
http://earth.google.com/plugin/
Bardzo fajna wtyczka. Jeszcze nie przebadaliśmy wszystkich jej zastosowań, ale to co nas zafascynowało:
- oczywiście widok kuli ziemskiej w 3D
- Prezentacje funkcji Ocean - niesamowite widoki, serfujesz myszką po kuli ziemskiej, wybierasz miejsce na oceanie i oglądasz krótkie ale poruszające filmy na jego temat 
-Wycieczka po Alpach w 3D - podziwimy widoki z helikoptera, bardzo przydatne przy nauce różnorodności krajobrazu i ukształtowania terenu

 Google poleca również takie oto witryny (ale tych linków jeszcze nie sprawdziliśmy):

Math Game
Różne zabawy i gry matematyczne. Jedne lepsze, inne gorsze, o różnym poziomie trudności.

W zakładce Edukacja możemy też znaleźć m.in. aplikacje dotyczące układu okresowego pierwiastków, nauki języków obcych, pisma hieroglificznego, NASA TV, itd., jest nawet dziennik lekcyjny ;)

1 listopada 2011

Hallowen? Nie, dziękuję. Można inaczej.

Zabawa z przymrużeniem oka? Zanim z uśmiechem przebierzemy nasze dziecko za jakąś zjawę czy bohatera horroru, by wędrując po sąsiadach mówiło: „poczęstunek albo psikus”, zastanówmy się głęboko, w jakim „święcie” tak naprawdę pozwalamy naszym dzieciom uczestniczyć.
Nie jest prawdą, że to tylko zabawa traktowana z przymrużeniem oka, której towarzyszy makabryczna sceneria wszechobecnych kościotrupów, podświetlanych dyń czy czaszek. Prawda jest zgoła inna, odważnie i głośno o niej mówi od wielu lat znany włoski ksiądz Oreste Benzi, założyciel Wspólnoty im. Jana XXIII, którego zdaniem Halloween zostało wprowadzone przez ezoteryczno-satanistyczną kulturę. Kultura ta w jego opinii nakłania społeczeństwo do uprawiania nie tylko czarów, ale także spirytualizmu oraz satanizmu. Taką samą opinię wyraża wielu kapłanów katolickich na całym świecie, apelują oni do wiernych, by nie poddali się próbie deprecjonowania dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego.

Przekraczanie niebezpiecznej granicy

Warto przypomnieć, że w pierwotnym zamyśle Kościoła uroczystość Wszystkich Świętych jest dniem radosnym i w takiej też atmosferze powinien być przeżywany. Bowiem 1 listopada to dzień, w którym wszyscy nasi błogosławieni i święci patroni obchodzą swoje imieniny. Nie utożsamiajmy jednak naszej chrześcijańskiej radości z niebezpieczną zabawą w pogańskie Halloween, które sięga swoimi korzeniami wiele tysięcy lat wstecz i wywodzi się z pogańskiego celtyckiego święta ku czci boga śmierci – Samhaina. W tym właśnie dniu druidzcy magowie podczas swoistych obrzędów spirytystycznych składali również krwawe ofiary z ludzi. Być może do wielbicieli zamerykanizowanego święta Halloween przez cały ambaras medialno-przebierańczo-marketingowy, nakręcający niezły biznes, nie docierają zarówno informacje o prawdziwej istocie tego „święta", jak i praktykach satanistów, którzy tego dnia są niezwykle aktywni. Anton Sz.LaVey’a, autor „Biblii szatana”, przyznał, że Halloween dla satanistów jest najważniejszym dniem w roku, jest bowiem czasem niezwykłej potęgi szatana. Dlatego wtedy odprawiają swoje „czarne msze”, podczas których składają krwawe ofiary, oraz dokonują rytualnych zabójstw.
Pewnie niewielu rodziców wie, że zbieranie słodyczy przez dzieci wywodzi się również z pogańskich zabobonów, według których, aby nie rozzłościć złych duchów, powinno się przygotować na ten dzień wiele rarytasów. Niewinna zaś z pozoru wydrążona dynia jest z kolei pozostałością po pogańskim zwyczaju rzeźbienia wizerunku demonów, których rolą było odstraszanie wszelakich nieszczęść. To również ówczesny symbol potępionych dusz. Warto tutaj także dodać, że zarówno podświetlona dynia, jak i czaszka, którymi tak chętnie ozdabiane są domy podczas Halloween, w przeszłości były symbolami czcicieli szatana. Nie ma wątpliwości, że Halloween jest powiązany z okultyzmem, dlatego może zniekształcać postrzeganie prawdy o świecie nadprzyrodzonym i prowokować do przekroczenia bardzo niebezpiecznej granicy.
Wydaje się, że tu tkwi najpoważniejszy problem dotyczący tego dnia - niebezpieczne ignorowanie realizmu świata duchowego.

Kapłani różnych wyznań mówią nie

Przeciw coraz modniejszemu świętowaniu Halloween sprzeciwiają się różne chrześcijańskie wyznania. Na potencjalne złe skutki zabaw związanych z praktykami Halloween zwracali już wielokrotnie uwagę biskupi katoliccy z Włoch, Francji, a także rosyjscy duchowni prawosławni oraz przedstawiciele francuskiego Kościoła protestanckiego. Arcybiskup Mediolanu, kardynał Carlo Maria Martini, na łamach włoskiego dziennika katolickiego „Avvenire” wyraźnie podkreślił, że Halloween jest obcy naszej tradycji tak bogatej w wartości zasługujące na pielęgnowanie. Wyraził też ubolewanie, że ten pogański obyczaj, który zaczął zanikać pod wpływem chrześcijańskiej tradycji, staje się coraz popularniejszy właśnie w krajach katolickich.
Świętej pamięci biskup Jan Chrapek stwierdził, że ten bezbożny obrzęd jest zbyt natarczywie promowany przez media oraz bezmyślną propagandę w szkołach. Gorąco apelował też do rodziców i wychowawców, aby pielęgnowali w dzieciach nie tylko katolicką, ale też polską tradycję dnia Wszystkich Świętych, dzięki której młode pokolenie Polaków będzie uodpornione na niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą Halloween. Nie dajmy sobie wmówić, że powinniśmy być w tej sprawie bardziej tolerancyjni.
Osoba wierząca nie może być tolerancyjna wobec zła. We współczesnym świecie coraz częściej pod pojęciem tolerancja kryje się wiele działań, które nie tylko niszczą człowieka, ale też oddalają go od Boga. Obecne próby nacisku na łączenie Halloween z dniem Wszystkich Świętych są oczywistym przykładem kompletnego zagubienia duchowego oraz braku uporządkowania w sferze wartości religijnych.

Jadwiga Knie-Górna 

Powyższy artykuł znajduje się na stronie www.katolik.pl tutaj.



Inaczej czyli jak?

Pierwszy raz o Balu Wszystkich Świętych (All Saints Party) usłyszałam 3 lata temu. W zeszłym roku udało nam się go zrobić u nas w domu. Pisałam o tym tutaj. Na Balu zjawiło się 6 Aniołków, św. Szymon, 2 Matki Boże, św. Królowa Jadwiga (nasza Ania), oraz my czyli Sara i Jan Chrzciciel. W tym roku takiej imprezy nie mogliśmy zrobić ze względu na Antosia, ale Ancia sama z siebie się przebrała za Królewnę i biegali ze Stasiem z koszyczkami i hasłem "cukierki za naklejki" obdarowując nas przyklejanymi serduszkami i gwiazdkami. Czyli za rok są szanse, że bal znowu się odbędzie - chętni są :)

Można też włączyć się w akcję Holy Wins- czyli Święty Zwycięża. Jest to radosny kolorowy marsz w strojach naszych Świętych Patronów. Więcej tutaj i tutaj.

Udało nam się też trzeci rok z rzędu obdarować religijnymi obrazkami pukające do naszych drzwi dzieci sąsiadów w strasznych strojach. Ufam, że jest to jakąś odtrutką dla nich.. A przynajmniej daje szansę do refleksji.

Załączam zdjęcia z zeszłego roku oraz zaproszenie na nasz Bal.








26 października 2011

Antonii Maksymilian :)

Kochani!
Z radością pragniemy Wam przedstawić naszego najmłodszego członka rodziny - Antoniego Maksymiliana :)


Antoś ma już ponad 2 tygodnie. Urodził 11 października 18 minut po północy. Ważył 2820g, mierzył 52 cm i dostał 10/10 punktów w skali Apgar - czyli wszystko dobrze.
Były też niespodzianki.. Okazało się, że nasz wiercipięta zrobił na pępowinie węzełek. Dzięki Bogu jeszcze się nie zacisnął, ale mogło być różnie.. Chwała Panu!

Chcielibyśmy Wam wszystkim podziękować za wszelkie wsparcie, pomoc, dobre słowo i szczególnie za modlitwę. Dziękujemy!

Antoś rośnie, zmienia się z dnia na dzień. Dzieciaki szczęśliwe. Ancia nie mogła się doczekać na młodszego braciszka i teraz ciągle go tuli, bierze na ręce, usypia i we wszystkim nam pomaga.
Staś też zachwyca się "dzidzią" i nazywa ją "An", głaszcze po główce, całuje i również chce brać na rączki. Jest dobrze.
Załączam parę fotek z pierwszych dni.

Pozdrawiamy ciepło i do usłyszenia,
Kosiki








6 września 2011

Halityt. A cóż to takiego?

Halit to minerał z gromady halogenków.
A HALITYT to monomineralna skała zbudowana z Halitu, a potocznie.. sól kamienna :)))
Już dawno, dawno  obiecałam, że opiszę nasze doświadczenia z tym domowym minerałem. Wizyta u Kumów nam o tym przypomniała.
Doświadczenie ma na celu pokazanie dlaczego jedne minerały są większe, a inne mniejsze i jak może wyglądać proces krystalizacji.

Jak z gruboziarnistej soli zrobić sól drobnoziarnistą - czyli jak z większych kryształów powstają mniejsze:
Na dno patelni (nie polecam teflonowej) lub garnka wrzucamy dwie-trzy garście soli gruboziarnistej. Sól zalewamy wodą, tak by pokryła się ok 1 cm warstwą wody. Następnie podgrzewamy naszą "miksturę" na ogniu do momentu wyparowania wody. Na dnie naszej patelni zostanie warstwa soli, ale już drobnoziarnistej. Nie polecam używania patelni teflonowej, ponieważ można ją sobie zniszczyć tak jak to nam się przydarzyło. Ma teraz urocze wgłębienia i rysy.. Przyczyną było pewnie używanie przez nas łyżki do mieszania naszego roztworu. Mieszanie nie jest konieczne, ponieważ podgrzewana woda i tak wyparuje :)



Jak z soli gruboziarnistej zrobić jeszcze bardziej gruboziarnistą - czyli jak z mniejszych kryształów zrobić większe:
Postępujemy podobnie jak powyżej, na dno naczynia/talerza/miseczki wsypujemy sól kamienną i również zalewamy ją wodą. Jednak tym razem odstawiamy ją w bezpieczne miejsce - z dala od małych rączek, kotów etc.- by woda mogła sama wyparować. Po kilku dniach możemy zaobserwować na dnie naszego naczynia piękne kryształy solne. Jeśli dodatkowo włożymy w roztwór kawałek włóczki, kryształki soli osadzą się na niej. Wtedy są one bardziej widoczne i możemy je pooglądać z bardzo bliska np. pod mikroskopem.


Po kilku dniach nasze kryształki soli wyglądały tak:

Pomysł eksperymentu został zaczerpnięty z książki "Zjawiska naturalne. Moje pierwsze encyklopedie." Larousse'a. Rozdział nt. minerałów.

31 lipca 2011

Mały przyrodnik - co z ziarenka można wyhodować

Korzystając z sympatycznej książeczki Mary Stetten Carson "Zabawy z nauką" spróbowałyśmy wyhodować w domu kiełki i zobaczyć, jak z ziarenka rozwija się roślinka. Kiełki wyszły średnio - wydaje mi się, że nie spełniłyśmy odpowiednich warunków (czytaj: za dużo lub za mało wody). Natomiast ziarenka sprawiły nam wiele radości i przysporzyły ciekawych obserwacji. Polecam małym przyrodnikom :) Zwłaszcza w okresach późnojesiennych, zimowych i wczesnowiosennych, kiedy w koło nas niewiele jest zieleni. Wtedy jest to na pewno bardziej atrakcyjne. My zaczęliśmy naszą uprawę w lutym.

Czego potrzebujemy:

Poszukaj ziarenek (nasionek) jakie masz w domu. U nas znalazła się fasola (drobna) i siemię lniane. W celu zwiększenia różnorodności ziarenek użyłyśmy jeszcze pestek z jabłka. Można oczywiście specjalnie zakupić w celu uprawy suche ziarna lub nasiona naszych ulubionych roślin. Np. na kiełki: len, ciecierzycy, soczewica, soja, etc. W celu wyhodowania roślinki: podejrzewam, że wszystko co Wam się pod rękę nawinie - nasiona, pestki, ziarenka wszelkich owoców i warzyw. Fasola biała czy czerwona jest szczególnie pożądana, ponieważ ma duże ziarna, w związku z czym dla dzieci ich obserwacja jest na pewno łatwiejsza i atrakcyjniejsza.

KIEŁKI


Do przezroczystego słoika wsyp warstwę posiadanych nasion, tak by przykryć dno. Następnie zalej je ciepłą wodą i pozostaw w niej na noc. Następnego dnia przykryj górę słoika płótnem, gazą lub lnianą ściereczką, tak by móc wylewać ze słoika wodę nie wylewając nasionek. Wodę z nocy wylewamy i płuczemy nasze ziarenka zimną, świeżą wodą, którą również wylewamy. Płuczemy w ten sposób nasionka parę razy (2-3) dziennie. Słoik kładziemy na boku i trzymamy w ciemnym pomieszczeniu (my trzymaliśmy nasz słoik w garderobie). Po kilku dniach wyhodujemy kiełki. By się zazieleniły należy umieścić słoik w nasłonecznionym miejscu przez około1 dzień.  

 Dzień 1


 

Dzień 2


Dzień 4


Dzień 6





ROŚLINKI


Do przezroczystego pojemnika, słoika, kubeczka należy włożyć zmięty ręcznik papierowy. Nie należy go upychać, lecz luźno wypełnić słoik, by została wolna przestrzeń dla ziarenek. Następnie wsypać posiadane ziarenka/nasionka. Niezbyt wiele by sobie nie przeszkadzały. Dalej należy je spryskać wodą (najlepiej spryskiwaczem - można wykorzystać spryskiwacz jaki używacie przy prasowaniu lub pielęgnacji roślin, ewentualnie wykorzystać butelkę po płynie typu Mr Muscle czy Ajax ;)) Autorzy książki podlewają wręcz ręcznik wydaje mi się jednak, że wtedy zbija się on za bardzo i obserwacja ziarenek jest gorsza.
Należy regularnie podlewać/zraszać ręcznik, by ziarenka były dobrze nawilżone. W ciągu kilku dni nasze pestki i nasionka zaczną kiełkować.
Dzień 1


Dzień 2



Dzień 4


Dzień 5


Dzień 7


Dzień 11



Dzień 19
Dzieciaki razem z Babcią posadziły wyhodowane roślinki :)


Nie udało nam się wyhodować kiełków. Wydaje mi się, że nie robiliśmy tego wystarczająco regularnie. Starałam się zostawić tutaj wolność Ani, tak by mogła sama decydować o tym jak często i kiedy płukać ziarenka. Na początku było dobrze, nasionka popękały i wypuściły pędy, jednak któregoś dnia Ania zastała w słoiku lekko zasuszoną warstwę siemienia lnianego. Po przepłukaniu kiełki zaczęły znowu rosnąć ale historią się powtórzyła. Z roślinkami poszło Ani łatwiej, nie wymagały tak częstego spryskiwania i ponieważ stały w kuchni mała przyrodniczka pamiętała o nich. 
Doświadczenie, oprócz obserwacji jak kiełkują rośliny, miało na celu naukę samodzielności i odpowiedzialności. Doglądając kiełkujących ziarenek Ania miała okazję ćwiczyć też sumienność oraz umiejętność doprowadzania swoich projektów/prac/eksperymentów do końca. A nad tym musimy stale pracować..

29 lipca 2011

Nadrabiamy zaległości :) Dziś jeszcze o Wielkim Poście.

Tak jak obiecywałam, chciałabym opisać niektóre rzeczy, jakie robiliśmy w ciągu tego roku szkolnego.
Zacznę od obiecanych zdjęć do postu o Świętej Czterdziestnicy:

Tak jak tam pisałam, w okresie Wielkiego Postu robiliśmy po raz pierwszy kalendarz wielkopostny.
Pomysł wykorzystałam ze strony Lacy.
Nasz kalendarz wyglądał tak w Środę Popielcową:


A tak w Niedzielę Wielkanocną :)


Kalendarz robiłyśmy wspólnie, główny zarys i podpisy robiłam ja, rysunki oraz liczby robiła Ania. Każdego dnia Anulka ze Stasiem przyklejali serduszko na znak Wielkiej Miłości jaką obdarzył nas Chrystus oddając za nas swoje życie. Potęgowało to też czas oczekiwania i zbliżania się do tej wyjątkowej Nocy :)

Nasze ziarenka wielkopostne wyglądały tak:


A tak to, co Ania znalazła w słoiczku w Poranek Wielkanocny:


W ten sposób Anusiowe ziarenka wielkopostne (uczynki miłosierdzia) zostały przemienione w coś smacznego.. :)

Tak wyglądało pudełko z rzeczami, z których nasze dzieci zrezygnowały na okres Wielkiego Postu:

A tak ich powitanie po dniach czterdziestu paru..


Przygotowując się do Świąt Wielkiejnocy robiłyśmy również wydmuszki i pisanki:




oraz wielkanocne wylepianki:


Było też sadzenie rzeżuchy:

 i podlewanie jej:




19 lipca 2011

Rok szkolny 2010/2011 zakończony. A wakacje już za pasem..

Witajcie po długiej przerwie. Stwierdziłam dzisiaj, że chyba zacznę pisać chociaż po parę zdań, bo jak tak dalej będę czekać na "odpowiedni czas" to nigdy to nie nastąpi..

Rok szkolny zakończyliśmy pięknie w czerwcu.
Jestem bardzo dumna z naszej Anusi (brawo Kochanie!). Egzamin semestralny odbył się na początku czerwca pisany razem z całą klasą oraz  pozostałymi dwiema dziewczynkami, również uczącymi się w domu. Jak zwykle w naszej Szkole było niezmiernie miło i sympatycznie. Polecam ją wszystkim edukującym domowo rodzicom. I tym szukającym dobrej szkoły również. Do Kolegium św. Stanisława Kostki naprawdę warto posłać swoje dziecko. Nie tylko ze względu na patrona ;)
Egzamin wyglądał podobnie jak semestralny: była część matematyczna i polonistyczno-przyrodniczo-społeczna oraz religia. Angielskiego w końcu nie było. A szkoda. Angielski więc Ania zdawała tylko w Early Stage, gdzie chodzi na zajęcia również do klasy pierwszej.
W części matematycznej miała Ania 3 błędy w liczeniu i jeden z określaniem stron lewa/prawa, w polskim zjadała literki - ale ocena ostateczna była bardzo dobra, z religii celująca. Więc generalnie super. Atmosfera przemiła. Dziewczynki mogły cały dzień spędzić z klasą uczestnicząc we wszystkich zajęciach. Klasa nie jest zbyt duża, liczy 11 dzieci + 3 dziewczynki w ED. W tym czasie my rodzice mogliśmy sobie sympatycznie gawędzić w pokoju nauczycielskim - gdzie dostaliśmy do dyspozycji ogromny stół, kawę, herbatę, ciasteczka. Mogły też być z nami nasze młodsze pociechy. My z tej opcji zrezygnowaliśmy zostawiając Stasia z babcią, ale pozostałe rodziny zabrały całą swą dziatwę, było wesoło :)
Na zakończeniu roku szkolnego - na który wybraliśmy się już cała rodziną - również było bardzo sympatycznie. Zachwycałam się małymi muzykami, którzy mieli swoje koncerty - byli przedstawiciele każdej z klas, jedni grali na skrzypcach, inni na fortepianie. Były też występy recytatorskie i teatralne. Jednak to muzyczna część najbardziej podobała się Stasiowi. Nasze serca też porywając. Później nastąpiło uroczyste rozdanie nagród za udział w szkolnych konkursach, wreszcie świadectwa i dyplomy. Nasza córeczka otrzymała dyplom "Bardzo dobrego ucznia" - była to dla nas bardzo miła niespodzianka - oraz książkę "Wielcy odkrywcy. Sylwetki największych podróżników i badaczy".

W między czasie odbyła się również bardzo ważna dla nas uroczystość - I Komunia Święta Ani (we czwartek 9.06). Nie było kameralnie, ponieważ Ancia przyjmowała po raz pierwszy Pana Jezusa razem z innym dziećmi z naszej parafii, jednak my obchodziliśmy tę uroczystość skromnie, w gronie tylko najbliższej rodziny i chrzestnych Ani. Nie było również prezntów z tej okazji. Świadomie zrezygnowlaiśy z tej całej otoczki, chcąc skupić się na tym co istotne. Prezenty bardzo proszę ale na imieniny, urodziny czy inne tego typu okazje :)
Chociaż jeden ważny prezent był.. Ania dostała od nas Biblię Jerozolimską, w pełni swoją, całą, już taką "dla dorosłych", a nie dla dzieci czy młodzieży. Ania był bardzo szczęśliwa.
Nasz proboszcz chcąc by dzieci w pełni mogły przeżyć ten moment, już od paru (a może nawet dłużej) lat organizuję I Komunię Świętą w trochę odmienny sposób. Pierwszy raz dzieci przyjmują Pana Jezusa we czwartek, bez fleszy, kamer i gości, tylko w gronie najbliższej rodziny, a uroczyste (już 4 z kolei) przyjęcie Pana Jezusa z zebraną całą rodziną, kamerzystami, fotografami etc. w niedzielę. Czwartek to był piękny moment, wzruszyłam się bardzo. Ponieważ Anulka była najmłodsza, więc i najniższa (dzieci były ustawiane wg. wzrostu) Pana Jezusa przyjmowała jako pierwsza. Natomiast niedziela to było trudne doświadczenie, czułam się jak na pokazie celebrytów.. W Kościele nie było gdzie szpilki wcisnąć. Ciężko było się skupić, niektórym dziewczynkom robiło się słabo. Tym bardziej jestem wdzięczna ks. Proboszczowi za ten inny sposób przeprowadzenia tej ważnej uroczystości.
Zdjęcia z niedzieli 12.06 :)





Potem było święto Bożego Ciała, w którym Ania uczestniczyła z wielką radością w inny niż zwykle sposób. Tym razem sypała kwiatki przed Panem, zwykle je zbierała.. ;).
Dla dzieci przygotowujących się na ten moment polecam książeczkę "Dzieci odkrywają Boże Ciało" Andrzeja Sochackiego. Znaliśmy już wcześniej równie świetną pozycję tego autora "Dzieci odkrywają Wielkanoc". Polecam.

Na początku lipca wyjechaliśmy na Mazury nad jezioro Pluski. Głównie padało, ale i tak było fajnie.
Czekają nas również kolejne wojaże, ale nie wszystko na raz. O tym napiszę innym razem. Czas spać. Mam nadzieję, że uda mi się również podzielić z Wami tym, co robiliśmy w ciągu drugiego semestru i w czasie wakacji bardziej szczegółowo.
Teraz pozdrawiamy ciepło!
ps. Antosia spodziewamy się ujrzeć twarzą w twarz w połowie października :)
ps2. nawet sporo tych zdań wyszło ;)